10.6.15

Wizyta w 5080st. Peggy's Boutique i inne

       Zdjęcia do dzisiejszej notki są unrelated. Pierwsze co to: otworzono sklep z retro ciuchami w Łodzi! Nazywa się 5080st. Peggy's Boutique i mieści się na Piotrkowskiej pod numerem 138, czyli w skrócie na Offie. Butik jest dość niewielki, ale przyjemny, można w nim kupić ubrania z Collectif (yay!), Pu-si i Vintage Classics. Oprócz tego jest bielizna z O!Retro (zakupiłam sobie jedną parę słodkich reform) i akcesoria, mają też się pojawić pończochy. Obsługa miła, ceny całkiem w porządku i co najważniejsze można wszystko przymierzyć i zmacać i nie bać się, że internetowo zamówiło się zły rozmiar.


Jedyne co mnie rozczarowało, ale nie jest to winą sklepu, to Vintage Classics. Jest to polska marka, której ubranka widziałam w internetach i zrobiły na mnie spore wrażenie, jednak jak zobaczyłam je na żywo to niestety mina mi zrzedła. One są wszystkie uszyte ze starych, spranych zasłon. A ceny zaczynają się od 220, a kończą na 300 zł za sztukę. To jest kpina! Pomijając już, że dobrze stary materiał i vintage klimat, to jednak tkaniny na zasłony są diametralnie inne od tkanin na ubrania. Są przede wszystkim za ciężkie i śliczna letnia sukienka uszyta z takiej ciężkiej siermięgi może mieć i piękny wzór (szkoda, że wypłowiały od lat, przez które wisiała u kogoś w oknie), to jedyną halką, która to odpowiednio utrzyma jest metalowy stelaż. Jest tyle fajnych materiałów odzieżowych stylizowanych na retro, które piętrzą się w hurtowniach łódzkich (Brukowa, Rzgów), których spokojnie można użyć do uszycia sukienki. Stare zasłony zostawmy dla moli. Za oryginalną sukienkę z lat 40/50 na grupie Ooh la la! na fejsie zapłacimy od 30 do 70$ (jakieś mega wymyślne zaczynają się od 100$). Za coś co zostało uszyte z tkaniny nieprzystosowanej do bycia ubraniem nie dam 200 zł. Nawet 100 zł nie dam, przepraszam, szanujmy się. 
        Dużo lepsze wrażenie wywarło na mnie Pu-si. Co prawda to nie są ubrania w moim stylu (jednak trochę za nowoczesne na mój gust), ale są porządnie wykonane i ładnie się prezentują. Zdecydowanie kibicuje tej marce i sądzę, że znajdzie szerokie grono odbiorców, bo ich oferta nie jest mocno alternatywna i miłośniczki konwencjonalnej mody też znajdą u nich coś dla siebie.
      O Collectif właściwie nie mam co pisać, prócz samych superlatyw, bo mam parę ubranek z tej firmy i żadne z nich mnie nie zawiodło, stąd możecie brać w ciemno i nie martwić się o jakość. Byłam bliska wczoraj kupienia jednej spódnicy, ale oczywiście rozmiar S przelatywał mi przez biodra. Angielska rozmiarówka </3. W przyszłym tygodniu jak Bozia i Partia da wrócę do Peggy's po pończochy. 

Tymczasem postuje zdjęcia wykonane we Wrocławiu chyba dwa tygodnie temu, w mojej uroczo różowej sukience z Lindy Bop. Włączył się Kasi jakiś dziwny filtr w aparacie i zdjęcia wyszły bardzo dreamy~




2 comments: