29.2.16

Luca Turilli's Rhapsody - bardzo spóźniona relacja

    Nigdy nie mogę się zebrać do pisania o koncertach. Może dlatego, że to, co chce ująć w słowa, w dużej mierze nie jest do opisania. To jest cała kaskada uczuć od obaw przed wejściem, zniecierpliwienie w oczekiwaniu na ulubiony zespół, napad euforii przy pierwszym kawałku i przeróżne odcienie radości i uznania trwające cały występ. Może dlatego nie napisałam w końcu nic o koncercie Deine Lakaien na Castle Party. W dużej mierze go przepłakałam ze wzruszenia i prześpiewałam. Po wszystkim, jak to określiła Kasia i Asia: wyglądałam jak ofiara gwałtu.
Rhapsody Turillego co prawda do łez mnie nie doprowadziło, bo i muzyka nie nastraja na tego typu wzruszenia, ale też było wspaniale.

Kosem - Wspaniałe Stulecie - wrażenia kolejne


U Turków po staremu: czyli znowu piękne kobiety w pięknych strojach knują jak się da
Trochę tygodni już minęło odkąd podzieliłam się z Wami spostrzeżeniami odnośnie spin offu Wspaniałego Stulecia. Od tego momentu zmieniła się odtwórczyni głównej roli a i sama historia przestała być przesłodzonym, cukierkowym ulepkiem. Zupełnie tak, jakby pierwsze sześć odcinków to inna historia o innych ludziach. Beren Saat dużo lepiej radzi sobie w roli Sułtanki Kosem. Jest nieco posągowa i wyniosła, jednak nagła przemiana bohaterki jaka nastąpiła wraz ze zmianą aktorek została przeprowadzona w sposób niezbyt wiarygodny psychologicznie. O ile naprawdę myślałam, że z serialem się rozstanę, to po siódmym odcinku zaczęłam powoli zmieniać zdanie. Beren jest fajna. Dobrze gra, chociaż nie potrafię się z nią zżyć tak jak z Meryem, której mimika sprawiała, że nie patrzyłam na Hurrem jak na postać w serialu, ale na żywą osobę, o niebywale ekspresywnej i ekspansywnej osobowości. Trochę tego jednak brakuje.

28.2.16

Dlaczego zrezygnowałam z lolita fashion


    Chodził mi już jakiś czas po głowie ten wpis. W końcu zdecydowałam, żeby zebrać rozpierzchnięte myśli w jedno miejsce i je spisać. Jakoś rok temu postanowiłam zmienić image i przejść z lolita fashion w kierunku lat 30/40/50-tych, okazjonalnie coś wiktoriańskiego, gotyckiego i edwardiańskiego. Jak to się stało?
kiedyś było tak
Teraz jest tak

13.2.16

Ogryzek - mój pierwszy samodzielnie wykonany sweterek

Jak już część z moich kochanych Czytelników wie od pewnego czasu robię na drutach. Wspólnymi siłami z babcią i mamuśką udało mi się zrobić sweterek z niemieckiej książeczki z lat 30-tych. Wkrótce pochwalę się finalnym efektem tej pracy zbiorowej. W międzyczasie jednak popełniłam inny sweterek. Całkiem sama.


12.2.16

Flapperki, dlaczego jestem na "nie"

Była już notka o tym, czego nie lubię w stylach retro i vintage. Odnosiła się raczej do czasów współczesnych i zaadaptowaniu mody z dawnych lat. Nie poruszałam tam jednak historycznych zagadnień i trendów, które wywołują u mnie alergię. Nadrobię to dzisiaj.
Uosobienie tego, czego nie znoszę w retro źródło: wikipedia.org


10.2.16

Oleśnica - sen spełniony

     Pamiętam jak pierwszy raz jechałam do Wrocławia i za oknem pociągu zobaczyłam miasto pełne wież. Pociąg zatrzymał się na niewielkiej stacyjce Oleśnica Rataje, po czym leniwie ruszył do Wrocławia. Od tego momentu kiedy tylko nie mijałam Oleśnicy obiecywałam sobie, że to miasto zobaczę. Byłam wielokrotnie bardzo blisko dokonania tego, ale ostateczny sukces odniosłam z Kasią w zeszłą niedzielę.

5.2.16

Na wrocławskim Rynku odcinek II

Chwalę się Wam kolejnymi zdjęciami z sesji. 
Prócz mnie możecie na nich zobaczyć piękne późnobarokowe drzwi jednej z wrocławskich kamienic, czepiec wykonany przez Panią Fotograf i kapelusz wykonany przez  Pracownia ubioru historycznego Alicji Byrskiej , o którym pisałam w poprzedniej odsłonie sesji.
Zdjęcia wykonała Beatrisa Betty Fotografia Artystyczna (http://beatrisabetty.pl/ )



3.2.16

Na wrocławskim Rynku

      Pochwalę się Wam tutaj przepięknymi fotografiami jakie popełniła Beatrisa Betty (link do strony oficjalnej: Klik! ) na wrocławskim Rynku. Mimo bardzo słonecznego, niedzielnego dzionka, pogoda okazała się być kapryśna. Wiał zimny wiatr i było strasznie zimno, ale mimo tego panowała przyjemna atmosfera (mimo zaczepiających i gapiących się na nas panów, ugh!) i pani fotograf wykazała się niebywałym wręcz profesjonalizmem. Dziękuję raz jeszcze.