19.3.16
Retro w Saksonii i Sachsen-Anhalt - cz. 2 - Lipsk
Po wizycie w Dreźnie, pora na kolejne miasto, które warto odwiedzić nie tylko ze względów turystycznych, czy naukowych, ale także po to, by nabyć jakiś elegancki retro bajer. Mowa o Lipsku.
15.3.16
Malinowy sorbet - kolejny sweter mojego autorstwa
Popełniłam kolejny, już czwarty, a trzeci samodzielny sweter. Jego wykonanie zajęło mi cztery dni i jak dotąd napawa mnie on największą dumą. Wzór zaczerpnęłam z bloga couturette.de a właściwie okładki jednego ze zeskanowanych przez nią magazynów z przełomu lat 30-tych i 40-tych. Tak, robiłam to bez jakiejkolwiek instrukcji, bazując jedynie na obrazku, dlatego wprawna dziewiarka pewnie widząc efekt moich prac pewnie złapie się za głowę.
10.3.16
Retro w Saksonii i Sachsen-Anhalt - cz. 1 - Drezno
Jak wiecie, bądź nie, często bywam w Niemczech. Szczególnie w trzech miastach: Dreźnie, Lipsku i Halle. Zazwyczaj nie mam czasu na zakupy, ani spacery po mieście (poza Halle), jednak kiedy nadarzy się okazja chętnie wyruszam na shopping. A jest w czym przebierać.
Zacznijmy od Drezna.
Zacznijmy od Drezna.
3.3.16
Sweterek błękitny a la lata 30-te
Ostatnio chwaliłam się pierwszym samodzielnie wykonanym sweterkiem. Nie był to jednak pierwszy sweter, jaki zrobiłam częściowo. Wyżej ukazany sweterek to praca zbiorowa autorstwa trzech pokoleń: mojej babci, mamy, mnie, a do tego kołnierzyk wykonała koleżanka mamy z pracy. Wyszedł z tego taki cudaczek, z niezwykle miękkiej wełny (i akrylowego żabota). Trochę jest na mnie duży, ale do przeżycia, jedyne co to ramiona trochę opadają, ale w kolejnych swetrach nauczyłam się tego unikać.
Za wzór, jak już pisałam we wcześniejszych postach, posłużył mi sweterek z niemieckiego podręcznika robienia na drutach z lat 30-tych.
A tak cudaczek prezentuje się na wieszaku:
29.2.16
Luca Turilli's Rhapsody - bardzo spóźniona relacja
Nigdy nie mogę się zebrać do pisania o koncertach. Może dlatego, że to, co chce ująć w słowa, w dużej mierze nie jest do opisania. To jest cała kaskada uczuć od obaw przed wejściem, zniecierpliwienie w oczekiwaniu na ulubiony zespół, napad euforii przy pierwszym kawałku i przeróżne odcienie radości i uznania trwające cały występ. Może dlatego nie napisałam w końcu nic o koncercie Deine Lakaien na Castle Party. W dużej mierze go przepłakałam ze wzruszenia i prześpiewałam. Po wszystkim, jak to określiła Kasia i Asia: wyglądałam jak ofiara gwałtu.
Rhapsody Turillego co prawda do łez mnie nie doprowadziło, bo i muzyka nie nastraja na tego typu wzruszenia, ale też było wspaniale.
Rhapsody Turillego co prawda do łez mnie nie doprowadziło, bo i muzyka nie nastraja na tego typu wzruszenia, ale też było wspaniale.
28.2.16
Dlaczego zrezygnowałam z lolita fashion
![]() |
| kiedyś było tak |
![]() |
| Teraz jest tak |
13.2.16
Ogryzek - mój pierwszy samodzielnie wykonany sweterek
Jak już część z moich kochanych Czytelników wie od pewnego czasu robię na drutach. Wspólnymi siłami z babcią i mamuśką udało mi się zrobić sweterek z niemieckiej książeczki z lat 30-tych. Wkrótce pochwalę się finalnym efektem tej pracy zbiorowej. W międzyczasie jednak popełniłam inny sweterek. Całkiem sama.
Subscribe to:
Posts (Atom)





