10.2.16

Oleśnica - sen spełniony

     Pamiętam jak pierwszy raz jechałam do Wrocławia i za oknem pociągu zobaczyłam miasto pełne wież. Pociąg zatrzymał się na niewielkiej stacyjce Oleśnica Rataje, po czym leniwie ruszył do Wrocławia. Od tego momentu kiedy tylko nie mijałam Oleśnicy obiecywałam sobie, że to miasto zobaczę. Byłam wielokrotnie bardzo blisko dokonania tego, ale ostateczny sukces odniosłam z Kasią w zeszłą niedzielę.

5.2.16

Na wrocławskim Rynku odcinek II

Chwalę się Wam kolejnymi zdjęciami z sesji. 
Prócz mnie możecie na nich zobaczyć piękne późnobarokowe drzwi jednej z wrocławskich kamienic, czepiec wykonany przez Panią Fotograf i kapelusz wykonany przez  Pracownia ubioru historycznego Alicji Byrskiej , o którym pisałam w poprzedniej odsłonie sesji.
Zdjęcia wykonała Beatrisa Betty Fotografia Artystyczna (http://beatrisabetty.pl/ )




3.2.16

Na wrocławskim Rynku

      Pochwalę się Wam tutaj przepięknymi fotografiami jakie popełniła Beatrisa Betty (link do strony oficjalnej: Klik! ) na wrocławskim Rynku. Mimo bardzo słonecznego, niedzielnego dzionka, pogoda okazała się być kapryśna. Wiał zimny wiatr i było strasznie zimno, ale mimo tego panowała przyjemna atmosfera (mimo zaczepiających i gapiących się na nas panów, ugh!) i pani fotograf wykazała się niebywałym wręcz profesjonalizmem. Dziękuję raz jeszcze.



20.1.16

Rhapsody of Fire - Into the legend

    Moja miłość do lżejszych odmian metalu jest powszechnie znana. Stałych bywalców bloga zapewne nie dziwią już kolejne recenzje różnych dziwnych krążków, które pojawiają się od czasu do czasu na Poli-Loli. Tych, którzy jeszcze się nie zaznajomili: rubryka muzyczna sporadycznie się pojawia. Są to wypadki, w których muzyką jestem dogłębnie oczarowana, albo rozczarowana. Jak jest w przypadku mojego ukochanego Rhapsody of Fire?


19.1.16

Trudne słowa

Z językami jest tak, że czasem rodzima mowa nie wystarczy by określić dokładnie to, o co nam chodzi i potrzeba dać jej czas, by sama wykształciła nazwy niektórych zjawisk. Póki tego nie zrobi trzeba zdać się na inne języki. Sfera mody, w której następują gwałtowne przemiany jest obszarem, z którym język polski niezbyt dobrze sobie radzi: to używając jakiś archaicznych słów, to popełniając kalki językowe, albo próbując na siłę wprowadzić coś polskiego, przykład: zwis męski. Tak się miało wołać na krawat. Nazwa, jak nietrudno się domyślać nie przyjęła się i przetrwała jedynie w żartach.

13.1.16

Przygody z drutami

     Zaczęłam dziergać. To trochę szumnie powiedziane, bo idzie mi to na razie dość koślawo, ale mam dwie dobre nauczycielki: jedną profesjonalną z pracowni krawieckiej, drugą w postaci mojej rodzicielki. Zachęcona wykonaniem koślawego szaliczka przystąpiłam do karkołomnego zadania stworzenia sweterka, którego wzór znalazłam w niemieckim magazynie z lat 30-tych. Chwilowo jestem na pierwszym elemencie, który do końca nie wiadomo czy będzie przodem czy tyłem korpusu.

4.1.16

Winter Wonderland

Nie wierzę. Spadł śnieg i nie stopniał w przeciągu 30 minut, a do tego zamiast berbeluchy i ołowianych chmur możemy się cieszyć czystym niebem i słoneczkiem. Słowem: zima, jaką lubię. Jeszcze tydzień temu wszyscy powątpiewali w jej nadejście. Tylko mnie łupało w kościach. I tak jak to zwykle bywa, było to oznaką śniegu i mrozu. Oby utrzymał się on jak najdłużej i obyśmy wszyscy mogli ominąć etap pluchy, ciągłych deszczy i szalejącego wiatru.