16.6.14

Ever After High - Seria Basic - Apple White

Chwaliłam się wam niedawno moją toaletkową Raven. Moją pierwszą everką była jednak Apple White z serii basic. Jak tylko zobaczyłam te lalki rok temu to od razu zapragnęłam mieć parę z nich w swojej kolekcji. Każdego dnia wypatrywałam czy już są dostępne i w końcu dziabnęłam moją Apple na ebayu. Przybyła do mnie w ogromnym, dobrze zabezpieczonym pudle. Sama lalka również mnie nie rozczarowała. 
Ma ogrom detali. Dominuje motyw jabłek. Królewski złoty miesza się z czerwienią. Jej design jest bardzo przyjemny za oka i na półce Apple prezentuje się bardzo okazale przyciągając wzrok każdego odwiedzającego mnie osobnika. 





28.5.14

Ever After High - Raven Queen - Getting Fairest

Uwielbiam lalki Ever After High. Wykurzyły z mojego serca monsterki już rok temu. Do tej pory udało mi się zdobyć cztery pyzy. Trzy z serii Basic: Maddie, Raven i Apple i jedną Getting Fairest, której zdjęcia dzisiaj Wam prezentuję. 

W zestawie z lalą mamy półeczkę na jej akcesoria: dwa kołnierze z główką (czy właściwie czaszką) kruka, lusterko, słuchawki z magiczną mp3 ;) 

Do tego standardowo z lalką otrzymujemy na nią stojak i grzebień.

Jak zwykle u Everek, Raven jest bardzo fajnie wykonana. Makijaż jest równy, włosy gęste, w częściach ciałka nie odstają skrawki plastiku. Ubranka są dobrze zszyte i nie rozłażą się przy najdrobniejszym dotknięciu. Szlafroczek Raven można spokojnie zdjąć, nie jest na stałe przyszyty do koszuli nocnej. 

Wspominałam o motywie kruczym. Zaczynając od wzoru na ubranku, po mp3, która na łączeniu kabelków od słuchawek ma kruczą czaszkę, aż po zapięcie na kołnierzu wszystko jest w krukach, co nawiązuje do imienia bohaterki. Jest to bardzo fajnie pomyślane i cieszy mnie, że designerzy trochę się wysilili i pododawali tu i ówdzi elementy nawiązujące do historii Raven. To samo dotyczy jej obuwia, na którym wylądowały dwa zwierciadełka. Jedynym ich minusem jest to, że są one całe czarne i zmyślny motyw jest niewidoczny.






20.5.14

Marynarsko - tęsknoty za morzem odcinek kolejny

Wróciłam wczoraj z Pragi, właściwie to już w niedzielę byłam w Polsce. 
Po powrocie czekała na mnie paczuszka z Chin z sukienką z Surface Spell. Sukienką, o której naprawdę mocno marzyłam. Zazwyczaj nie mam z ubraniami tak, że śni mi się jakieś szalone dream dress i zbieram na nią miesiącami. Ot jak coś mi się podoba to to kupuję, ale nie kontempluję zakupu. W czymś trzeba w końcu chodzić, a nie moja wina, że podoba mi się naprawdę wąskie spektrum ubrań. 
Z kiecką od Surface Spell było inaczej, bo nie ukrywam, że od tygodni, a nawet miesięcy szukałam czegoś marynarskiego, ale nie infantylnego. I bam! Znalazło się to cudo. Wyprzedano je bardzo szybko, ale dziewczyny z Tofu Rangers ogarnęły aukcję, w której ostała się jedna S-ka. No i tak trafiła do mnie ta perełka. Zdjęcia są lekko rozmazane. Mój aparat coś nie ogarnia.

Ciuszki:
Sukienka: Surface Spell
Bluzka: Toxic Fashion (tak mam kilka egzemplarzy tej samej)
Naszyjnik: Bodajże Six jeśli mnie pamięć nie myli
Buty: Deichmann





8.5.14

Art Selfaveau

Rzadko mam okazję założyć tak dużo jasnych rzeczy na raz, dlatego każdą swoją próbę skrzętnie dokumentuję. Sukienka od Surface Spell z czterema porami roku autorstwa Alfonsa Muchy jest jedną z moich sukienek ulubionych, ale wdziewam ją głównie na sezon letni. Kiecka ta przypomina mi wizytę w Świnoujściu parę lat temu. Cierpię ostatnio na tęsknotę za morzem, więc próbuję ją jakoś ukoić, ale powiem wam, że wcale nie jest mi lepiej. Wylewam więc złote łzy (stąd super eyeliner na powiekach) i czekam na wolne.

Sukienka: Surface Spell
Rajstopy: Taobao
Bluzka: Toxic Fashion na Allegro
Buty: Deichmann
Ozdoby do włosów: Prezent od koleżanki
Pierścionek: Six
Naszyjnik: Promod





1.5.14

Objazd Majowy

Kilka zdjęć z łódzkich miasteczek i wsi cykniętych dzisiaj. Na fotkach prócz mnie kawałek kościoła w Warcie i wieś Rossoszyca z przepięknym drewnianym kościółkiem położonym nad malowniczym stawem. Postanowiłam zapostować tu także wnętrze tego maleństwa. Niezwykle bogate z barokowym ołtarzem. Niestety na zdjęciu nie zmieściły się ludowe malowidła przedstawiające anioły i motywy kwiatowe. Niemniej, jak kiedyś kogoś zawieje w okolice Warty, to polecam zahaczyć i o Rossoszycę. 
Rossoszyca

Co do mojego outfitu:
Sukienka: St. Tears
Bolerko: Colloseum
Buty: Deichmann
Rajstopy: nie mam pojęcia
Ozdoba do włosów: Cherry Fox


28.4.14

Zamki nad Soławą

Kocham Halle nad Soławą. Naprawdę. Jest to jedno z moich ulubionych miejsc jakie miałam szansę widzieć. Secesja zmieszana z architekturą średniowiecza w takim przyjemnym niemieckim, wcale niesiermiężnym stylu. Przyjemne knajpki z doskonałym jedzeniem. Wspaniały browar z bażantem. Ogrom bibliotek, z pozycjami, które wspomagają mnie w pisaniu książki o Heydrichu. Byłam zaskoczona pięknem rodzinnego miasta Haendla (taki kompozytor). 

Wzbraniałam się przed nim, unikałam, może trochę zrażona tym, że pewna dysfunkcyjna rodzina wyhodowała tam ponad wiek temu jednego z większych zbrodniarzy jakich zna świat. 
Okazało się, że niepotrzebnie. Halle ma wiele do zaoferowania, nawet komuś, kto nie jest zafiksowany na historię Heydricha. Jest co zobaczyć, od okazałego średniowiecznego cmentarza, przez niezliczoną ilość przepięknie zdobionych kamienic, po restauracje i second-handy. Największe wrażenie zrobiły na mnie dwa zamki halleńskie: Moritzburg, którego budowa rozpoczęła się w 1484 roku i starszy od niego romański Giebichenstein z IX wieku. Oba są bardzo zadbane. W Mortizburgu działa obecnie muzeum sztuki, możemy zobaczyć tam także kaplicę Marii Magdaleny, ale niestety nie miałam szczęścia zajrzeć do środka. W Giebichenstein zaś znajduje się jeden z oddziałów szkoły artystycznej. Poczytać o nich możecie na angielskiej i niemieckiej wikipedii i tam też znajdziecie ładniejsze fotografie.

Ja tymczasem w swojej całej próżności pochwalę się moimi halleńskimi outfitami:
Moritzburg:
Sukienka: Krad Lanrete
Bluzka: Mm angel fashion
Buty: Centro
Rajstopy z lokalnego ryneczku 
Giebicenstein widoczny z drugiego brzegu Soławy:
 Sukienka: Krad Lanrete
Bluzka: MM Angel z taobao
Buty: Stylowebuty
Rajstopy: Rynek

Legnicka Wenecja

   Szczerze mówiąc, to często mam zagwozdkę, o czym można pisać na blogu modowym i jak to się dzieje, że są one tak szalenie popularne. Najprawdopodobniej nie mam do tego absolutnie żadnego talentu i nie potrafię pisać o tym co mam na sobie rysując jakieś szalone wizje i wyciągać szereg inspiracji, z których czerpałam by wyglądać, jak wyglądam. Nigdy o tym nie myślę. Kiedy mam gdzieś wyjść i po prostu wkładam to, na co mam ochotę, stąd teksty tutaj są raczej lakoniczne i niezbyt poruszające Czytelników. Nie inaczej jest tym razem. Kiedy coś we mnie zdecydowało, że w sumie jest wiosna i można ubrać się trochę jaśniej niż zazwyczaj. Bez większych ekstrawagancji rano w pokoju u mojej miłej powstała niezobowiązująca stylizacja pourodzinowa. Zdjęcia w legnickim parku to dzieło mojej Kasi:

 Sukienka: Lady Sloth
Opaska: Cherry Fox z taobao
Buty: Deichmann
Bluzka: Toxic Fashion na Allegro
Rajstopy: Gatta (chyba?)