16.10.17

Gdzie powstają retro-ubrania - tabela

    Nosiłam się od dłuższego czasu ze sporządzeniem wykazu, który obrazowałby, gdzie produkują swoją odzież retro marki. Oczywiście trudno byłoby ująć je wszystkie, więc stopniowo będę ten wykres uzupełniać, mam nadzieję także, że z Waszą pomocą. Jakoś niecały rok temu postanowiłam sobie, że będę unikać chińszczyzny (czy szerzej wyrobów z krajów rozwijających się), która nie pochodzi z małych, lokalnych firm (jak La Palais Vintage, w którym fasony może nie są dla mnie, ale ich produkty są dobre jakościowo i nie powstają w sweatshopach). Tak można żyć bez Aliexpress.
Ilustracja z katalogu mody z wczesnych lat trzydziestych, który zakupiłam na Targu Staroci w Świdnicy u bardzo miłej pani



    Co wynika z tabeli? Że niektóre firmy żądają pieniędzy niewspółmiernych do jakości świadczonych przez nie usług (jak choćby Collectif) i trudno jest stwierdzić, czy ubrania te powstają w dobrych warunkach. Miłą niespodzianką są butiki amerykańskie, które szyją lokalnie (podobnie sytuacja ma się w Niemczech, na grafie nie pojawił się Frozen Hibiscus, czy Marlenes Toechter, ale one też produkują na miejscu). Najgorzej wypadają marki brytyjskie - no cóż, Brytyjczycy mają bardzo bogatą przeszłość jeśli chodzi o kolonializm i wyzysk, więc nie dziwota, że nie do końca wyrośli z tych dziewiętnastowiecznych metod.
  Co zatem robić jeśli nam się coś spodoba, chociaż wiemy, że mogło to powstać nie do końca w etyczny sposób? Są dwie drogi: szukać w innych sklepach czegoś podobnego, albo polować na używkę. Kupując takie ubrania z drugiej ręki nie dajemy zarobić wyzyskiwaczom. Inna sprawa, że osoba, od której to kupiłyśmy może ich wspierać dalej, ale wcale nie musi tak być.
   Sama będąc w początkowej fazie retro kupowałam co popadnie i zupełnie nie myślałam, jakie, dużo dalej idące konsekwencje może to mieć. Na szczęście udało mi się ogarnąć i zrozumieć, że wcale nie potrzebuję tych rzeczy, bo mogę je zastąpić prawdziwym vintage, albo rzeczami, dużo lepszej jakości, robionymi przez małe firmy, ewentualnie szyjąc, czy dziergając samej. A naprawdę lepiej sobie dłużej odkładać na coś porządnego, niż skończyć z szafą pełną pstrokatych sukienek, w których i tak się nie chodzi, albo akrylowych sweterków nie dających grama ciepła - bo slow fashion, to nie tylko bezosobowe, porozciągane łachy z metką EKO, PRO, ale też rzeczy z second handów, rzeczy kupione na aukcjach, uszyte samemu i pochodzące z lokalnych firm w retro anturażu. Żeby ubierać się etycznie wcale nie trzeba nosić worka po ziemniakach.
   Tymczasem spójrzmy na tabelkę:

EDIT:
* Lindy Bop - niektóre modele szyte w Wielkiej Brytanii, są oznaczone brytyjską flagą na ich stronie
*Goldstueck - według informacji z retro grup na FB- Polska
*Secrets in Lace- Polska - gdzieś pod Łodzią, więc moje rodzinne rewiry.
*Heart of Haute - według informacji z retro grup na FB- USA

4 comments:

  1. Bardzo dziękuję i pozdrawiam z Targu w Świdnicy. Miła pani:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Aww ! Mam nadzieję cię zobaczyć przy kolejnym targu :)

      Delete