25.7.18

Mój Vintage - Złotko

Wspominałam Wam jakiś czas temu o tej sukience. Udało się ją dorwać mojej Kasi na Old Fleas - dużym Vintage targu w Berlinie. Co jakiś czas udaje mi się ją pożyczyć, chociaż nie do końca na mnie pasuje: jest za duża, jednak udaje się to trochę oszukać i ukryć tymczasowymi rozwiązaniami (jak choćby małymi zaszewkami zrobionymi tak, żeby po zdjęciu od razu je rozciąć i nie było śladu.

   Trudno powiedzieć jakiej produkcji jest to cudeńko, niemniej jednak to jedna z bardziej, jak nie najbardziej kunsztowna rzecz w naszej kolekcji. Sukienka jest uszyta z solidnej satyny bawełnianej, na którą naszyto mnóstwo gipiurowych aplikacji w kolorze brązowym i setki koralików: podłużnych, dżetów i perełek. Sukienka pochodzi z lat pięćdziesiątych. Świadczą o tym wykończenia szwów, jak i metalowy zamek starej daty.
  Kasiełę upolowała ją na stoisku przemiłego Greka, żyjącego długie lata we Włoszech, gdzie pracował w różnych teatrach. Sukienka trafiła do niego w dość kiepskim stanie, dlatego też wołał za nią niewiele, bo 50 euro. Tak, to jest bardzo dobra cena jak za taką perełeczkę, podobne sukienki potrafią kosztować po 200-300 dolarów. Tak naprawdę kluczowe było wypranie jej. Przy użyciu niezastąpionego odplamiacza doktora Beckmanna i delikatnego środka piorącego udało się wyczyścić sukienkę na błysk. Kolejną fazą było uzupełnianie brakujących koralików i wzmacnianie starych niteczek, które znacznie się obluzowały przez lata. Udało mi się znaleźć śliczne, czeskie koraliki, które wyglądają dokładnie tak, jak te, które oryginalnie znajdują się na sukience. Plomby są więc niewidoczne. Po bokach sukienki gipiura była w dość kiepskim stanie, dlatego usunęłam ją, bez szkody dla wzoru utworzonego na korpusie sukienki. I tak prezentuje się ona obecnie. Moim zdaniem jest po prostu zachwycająca.



Podobał Wam się wpis? Co powiecie na kawę?

No comments:

Post a Comment