11.7.17

Besame Cosmetics

Jakoś w maju, czy czerwcu tego roku, dzięki przekochanej Cherry Bee udało mi się zakosztować odrobiny luksusu zza Wielkiej Wody. Mowa o niedostępnych u nas i dostępnych bardzo szczątkowo w Europie, kosmetykach Besame.


     Marka została stworzona przez projektantkę i historyczkę makijażu Gabrielę Hernandez, autorkę książki Classic Beauty - poświęconej, a jakże historii makijażu od antyku do czasów współczesnych.      Pani Hernandez poszła za ciosem i stworzyła linię kosmetyków, która odpowiadałaby jej zainteresowaniom - takich, które byłyby wiernymi rekonstrukcjami kolorów z minionych dekad. I tak, po długim studiowaniu dawnych palet i opracowywaniu receptur ( ta marka jest cruelty-free! I prawie wegańska, jedynie szminki zawierają wosk pszczeli, reszta produktów nie ma nic odzwierzęcego), powstało Besame Cosmetics.
    W linii Besame znaleźć możemy piękne szminki (najstarsza to rok 1920, najpóźniejsze to lata 60-te), pudry, róże, kamienne maskary (działające przy użyciu wody), ale także urocze akcesoria, takie jak pędzle, czy kubeczek w kształcie niewieściej główki, służący do trzymania tych właśnie pędzelków. Dla mnie największym hitem są jednak perfumy. Każda fiolka skrywa sobie najbardziej reprezentatywne nuty dla lat 1920, 30, 40, 50 czy 60. I rzeczywiście nie są to współczesne impresje na temat, gdzie wszystko musi być jak najbardziej leciutkie i wymieszane z czymś świeżym, albo lukierkowo-kwiatowym. Lata trzydzieste, to lata trzydzieste: mocno orientalne (ale nie a'la Samsara) i ciężkie. Akurat ja za takimi zapachami po prostu przepadam i cierpię, bo w perfumeriach próżno mi szukać czegokolwiek dla siebie, a co najwyżej jak już jestem w mieście rodzinnym podkradać od mamełę jej Chanelki, których i tak nie docenia.
    Niestety tak jak wspomniałam, dostanie tych kosmetyków w Polsce, czy w Europie graniczy z niemożliwym. Dystrybuuje je jedna perfumeria, ale śpiewa sobie tak wysoką marżę, że lepiej szukać kogoś w Stanach Zjednoczonych, kto robiłby nam za Shopping Service. Szczęśliwie duży zapas kosmetyków Besame zdobyła Cherry Bee podczas swoich amerykańskich wojaży, dzięki czemu udało mi się zaopatrzyć w dwa cudeńka: szminkę rocznik 1920 i wyżej wspomniane perfumy rocznik 1930. Kosmetyki są zapakowane w eleganckie, złoto-czerwone, kartonowe opakowania zainspirowane estetyką Art Deco, na których możemy przeczytać o składzie i dowiedzieć się, z jakiej dekady pochodzą. Szminka posiada dodatkowo instrukcję obsługi, która pomoże nam pomalować usta zgodnie z duchem minionego czasu.

   Zacznijmy od szminki.

     Szminka Besame Red 1920, podobnie jak jej inne koleżanki, jest zapakowana w metalowe, solidne opakowanie pokryte chryzantemami, pośród których znajduje się nazwa marki. Nie jest uformowana jak  współczesne szminki. Zamiast jednego spadu, ma dwa, z obu stron, co jest bardzo pomocne w nałożeniu jej na usta. Paradoksalnie, nie wymaga to wielkiej filozofii, po prostu nakładamy ją, jak inne tego typu produkty.
    Na mojej bardzo suchej skórze szminka utrzymuje się naprawdę wiele godzin i nie zostawia moich ust spierzchniętych, co poczytuję za wielki sukces. Nieco inaczej sytuacja wygląda u tłustych cer. Kasi szminka utrzymuje się do pierwszego posiłku, albo przejechaniu łapką po ustach - Besame challenge, który polega na tym, żeby pokazać swoje zdjęcie rano i po godzinach noszenia, nie wypadłby u Kiki najlepiej. U mnie szminka trzyma się jak złoto. Wszystkie sucharki powinny być zadowolone.
Tak wygląda u mnie po ośmiu godzinach pracy (z posiłkiem), bez poprawiania
    Szminki Besame nie są matowe, co zresztą podkreśla projektantka, tłumacząc, że kiedyś maty nie były w modzie i usta powinny być lekko lśniące (ale nie opalizujące jakimiś brokatami, jak jeszcze dwadzieścia lat temu), więc nie wpisują się we współczesne trendy lansowane choćby przez Kylie Jenner. Wszyscy inni powinni być zadowoleni - ja jestem i to bardzo, mimo, że lubię matowe szminki.  Duża zawartość różnych roślinnych wosków zdecydowanie bardziej służy moim ustom.
Co do składu: Ricinus Communis (Castor) Seed Oil, Caprylic Capric Tryglyceride, Trioctyldodecyl Citrate, Octyldodecanol, Ozokerite Wax, Kaolin, Ethylhexyl Palmitate, Bis-Diglyceryl Polyacyladipate – 1, Bis-Diglyceryl Polyacyladipate – 2, Cetyl Palmitate, Myristyl Lactate, Beeswax, Copernicia Cerifera (Carnauba) Wax, Euphorbia Cerifera (Candelilla) Wax, Microcrystalline Wax, Thihydroxystearin, Tocopheryl Acetate, Tocopherol, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Aloe Barbadensis Leaf Extract, Chamomilla Recutita (Matricaria) Flower Extract, Macadamia Ternifolia Seed Oil, Carpylyl Glycol, Phenoxyethanol, Ethyl Vanillin. May Contain: Mica (CI 77019), Titanium Dioxide (CI 77891), Iron Oxide (CI 77491), Iron Oxide (CI77492), Iron Oxide (CI 77499), Carmine (CI 75470), Yellow 5 Lake (CI 19140), Red 7 Lake (CI 15850:I), Red 6 Barium Lake (CI 15850), Red 27 Aluminum Lake (CI 45410), Red 28 Aluminum Lake (CI 45410), Blue 1 Lake (CI 42090:2).
    Przejdźmy do perfum. Są one zapakowane w fiolkę z grubego, czerwonego szkła. Działają na kulkę, więc są bardzo, ale to bardzo wydajne. I równie intensywne. Wystarczy dwa-trzy razy pokiziać się za uchem i będziemy pachnieć długimi godzinami, uprzykrzając życie współpasażerom komunikacji miejskiej swoim bardzo niestandardowym zapachem. Mieszanina szałwii, mandarynek, cynamonu, tytoniu, heliotropu, lawendy, piżma, wanilii i cedru, to przyjemność dla wybranych. Zdecydowanie dla mnie. Muszę opracować jakiś sposób na to, by cała moja szafa pachniała w ten sposób. Ja jestem zakochana. Wyczerpanie się szminki, jakoś przeboleję, ale z perfumami będzie dużo gorzej.

   Jeśli chodzi o Besame Cosmetics naprawdę nie mam na co narzekać. Jest to linia kosmetyków, która po prostu odpowiada moim potrzebom: nie jest luźną wariacją na temat czasów minionych, ale tak jak vintage ubranka, które przenosi w krainę fantazji o nigdy-nie-istniejącej-acz-pięknej-pod-względami-estetycznymi-przeszłości. Mam nadzieję, że zawitają kiedyś do naszych zachodnich sąsiadów, bo na Polskę nie liczę: tutaj po prostu nie ma odbiorców dla takich rzeczy. A właściwie to są, ale naprawdę nieliczni.

No comments:

Post a Comment