14.11.20

Pożar w Burdelu - "Król" odcinek 2

 Czekaliście cierpliwie tydzień, za co serdeczne dzięki dla Was. Dzisiaj kolejna odsłona kostiumów damskich w "Królu". Znów jest bardzo nierówno i po raz kolejny, to, co najładniejsze i najbardziej epokowe, pojawia się gdzieś w tle. Pierwszy plan po raz kolejny straszy niepotrzebnym efekciarstwem...




Na pierwszy ogień idzie ten zestaw. Właściwie cały ten zestaw to jest definicja tego, co w "Królu" jest nie tak. Niby gdzieś dzwoni, ale niestety, niekoniecznie w dobrym kościele. Na plus jest toczek, który i być może być zbliżony epokowo (mam bardzo podobną rzecz z początku lat 40-tych, a i na rycinach w późnych 30-tych ten kształt się pojawia), wydaje mi się jednak, że ten dzióbek powinien iść do przodu, a nie być z boku. Problemem jest wszystko inne. Mamy tutaj spodnie i bardzo wydekoltowaną bluzkę. Widziałabym coś takiego w garderobie Katherine Hepburn w późnych latach czterdziestych. Czyli o dekadę później. Tutaj mamy jednak Warszawę 1937 roku, a nie Hollywood. I o ile spodnie uchodziły jako odzież sportowa, czy część piżamy plażowej, albo jako kostium do filmu/teatru, to raczej na galę bokserską, gdzie wszystkie inne kobiety są w sukienkach wieczorowych, albo dziennych (nie wiem czemu), to coś takiego raczej by nie przeszło. W Stanach prędzej, ale nie w Polsce. Pamiętajmy o tym, jakie wzburzenie wywoływała Dietrich czy Hepburn w Hollywood, pojawiając się w spodniach poza ekranem. W Polsce spodni kobiety nie nosiły w celach innych niż robocze i sportowe jeszcze naprawdę bardzo długo. Widać, że jakąś tam lekcję odrobiono, ale zamiast przyglądać się rodzimym zdjęciom chociażby na stronie Narodowych Archiwów Cyfrowych, czy przeglądając stare magazyny modowe, albo nawet zdjęcia z ulic Białegostoku Bolesława Augustisa, które są wręcz kopalnią inspiracji, to tutaj zdecydowanie zapatrzono się w filmy i styl zza wielkiej wody, przez to ogrom stylizacji (o tym później) na pierwszym planie wygląda jak styl filmowy z Hollywoodu. To tak, jakby ktoś za 80 lat robił film o  Polsce 2010-2020 i postaci pierwszoplanowe ubierał według stylu Lady Gagi z czasów jej najbardziej odjechanych stylizacji, czyli sukienki z mięsa, kosmiczne sukienki, buty-kraby itp. 

W publice daje się wychwycić parę naprawdę dobrych stylizacji kobiecych, skromnych, ale dokładnie takich, jakie powinny być. Przykład: pani z perłami. 
Wróćmy do tego kadru i odklejmy się od naszej hollywoodzkiej warszawianki. Mocno po prawo po oczach daje spódnica, która nijak nie ma prawa bytu w latach trzydziestych - to lata osiemdziesiąte najprawdopodobniej. Z tyłu jest też dyskusyjne nakrycie głowy w połączeniu z totalnie nieepokowym sweterkiem w jakiś paisley. 
Tutaj, za panem narodowcem rysuje się żakiet, który spokojnie mógłby wystąpić w stroju Hiacynty Bukiet w "Co ludzie powiedzą" - widać, że to nie są lata trzydzieste, ramiona są zbyt kwadratowe i krój kołnierza jest bardziej współczesny. 
Wielka szkoda, że niw widać tych dziewczyn z bliska, bo wyglądają, jakby miały naprawdę fajne ubrania. Widać odrobinę kołnierzyk, linia ramion jest całkiem dobra, do tego niegryzące się kolory. Skromne sukienki na wieczór. Bardzo fajne. Proszę o więcej i bliżej.
Mamy tu retrospekcję z roku 1914. Nie jestem ekspertem, ale wydaje mi się, że nawet biedne kobiety w tym czasie nie odsłaniały łydek. (Niestety nie mogłam uchwycić tej postaci w innym ujęciu, ale parokrotnie widać, że ma na sobie spódnicę długości midi). Wzywam Kajani na pomoc, ale wydaje mi się, że coś z tym jest nie tak. 



Mamy zwyciężczynię odcinka. Ta sukienka, jak i fryzura, a nawet makijaż, są świetne. Sukienka ma fantastyczne detale w postaci marszczeń. Wzór jak najbardziej jest ok, zdarzały się fantazyjne wzorzyste sukienki w kapelusze, nutki, różne kwiaty, itp. Sukienka jest odcinana trochę ponad talią i zdaje się, że jest ona całkowicie epokowa. Jest fantastyczna i sama taką bym chciała. Królowa odcinka. Bezapelacyjnie. Prześliczna rzecz, dobrze wkomponowana w postać. Chciałabym, żeby więcej postaci kobiecych wyglądało w ten sposób...
Tutaj znów problem z PRL-em - zestaw, który wyglądałby dobrze w latach sześćdziesiątych, w późnych latach trzydziestych jest niezbyt na miejscu. 
Z analogicznym problemem boryka się barmanka. Żakiet w ogóle nie wygląda na lata trzydzieste. Ale te rzeczy nie są jeszcze grzechem kardynalnym. To, co zobaczycie dalej... Już nim jest. Przygotujcie się na najlepsze wspomnienia z włoskim kinem erotycznym z lat siedemdziesiątych... 
Przenosimy się do burdelu pani Ryfki, który wygląda jak żywcem wyjęty z legendarnego "Salonu Kitty" Tinto Brassa - mega kampowego tworu nazi-exploitation, który jest przy tym straszliwą satyrą na ten absurdalny gatunek i ma całkiem zabawne momenty. Ale jednak w "Salonie Kitty" wszystko było do góry nogami i wyglądało na lata siedemdziesiąte przypudrowane na lata trzydzieste (dokładnie jak "Kabaret", na którym "Salon" był wzorowany) - tutaj mieliśmy mieć oddanego autentycznego ducha Warszawy, a dostajemy Cruellą De Mon z pierzastym kołnierzem, który sprawdziłby się w hollywoodzkich produkcjach i to raczej powojennych. Chociaż sama suknia Ryfki nosi ślady sylwetki lat trzydziestych, to ten kołnierz sprawia, że to ma nieznośnie powojenny, czasem 80sowy, czasem nawet współczesny posmak. A do tego cała świta Ryfki, gdzie widzimy szlafroczki, które uszłyby w glamour teledyskach Beyonce, ale w latach trzydziestych z takim wzornictwem, krojem i obszyciami... No nie... W ogóle do dyspozycji było mnóstwo ślicznych statystek, a kompletnie zniszczono potencjał żeby to pokazać i kazano im chodzić w bardzo dyskusyjnych strojach... 
Współcześnie jako strój na dziewczyńską imprezę boho, jak najbardziej, lata trzydzieste, nie, nie, nie. Szlafrok może jakoś inaczej zestawiony przeszedłby z bólem, ale ta ozdoba i przede wszystkim tragiczne uczesanie... No nie
Bielizna absolutnie niehistoryczna: staniki w latach trzydziestych wyglądały zupełnie inaczej. Wówczas kształt gałki loda, idealnie okrągłem raczej nie był w cenie. Nie były też tak szpiczaste, jak w latach czterdziestych, ale to co tutaj nie widzimy, to po prostu współczesna bielizna. Podobnie, jak wiele par majtek, jakie widzimy w scenach w burdelu, nie wyglądają one epokowo. Majtki kiedyś bardziej wyglądały jak spodenki i częstokroć zasłaniały pępek. 
To samo - definitywnie współczesny stanik. W bonusie Karen. 
Totaj wdzianka, które niezbyt nadają się do lat trzydziestych, ale w siedemdziesiątych zrobiłyby już szał. 
Chyba najlepiej prezentuje się ten szlafroczek - wygląda w miarę epokowo, ma ciekawą kolorystykę, ale niestety stylizację niszczy piórki na gumce od zasłon. Dlaczego? 
Zbliżenie na czarne wdzianko. Wygląda to trochę jak sukienka ero lolity - podstylu lolita fashion, który ma krótsze spódniczki, niż pozostałe. 
Rozplaskana kokarda... W latach pięćdziesiątych były podobne rzeczy, ale lata trzydzieste to trochę za wcześnie, plus współczsne ramiączko od stanika. 
Ja wiem, że to w sumie mega obrzydliwa i dramatyczna scena, ale ten szlafroczek to też zdecydowanie coś z lat siedemdziesiątych i estetyki Domku na Prerii, a nie lat trzydziestych. 
Ceglany szlafroczek po lewej cierpi również na lata siedemdziesiąte. I póki co, moi mimi, to tyle. Nie jest źle, ale dobrze specjalnie też nie jest. Piękne stroje marnują się gdzieś z tyłu, a kamera raczy nas kolejnymi dziwnymi, uwspółcześnionymi wizjami. W sumie podobne "ale" mam do wnętrz, które wyglądają jak współczesne "glamour" pokoje z epokowymi elementami, ale jednak tonie to wszystko w typowo współczesnym połączeniu kolorów, w dekoracjach typu IKEA i współczesnym designie. Hitem były dla mnie ryciny z królikami, w czarnych, dziwnych ramach, na bankiecie, a także pseudo-barokowy, typowo współczesny, czarny świecznik stojący u Szapiro. Ze strojami jest podobnie. Coś gra, ale dużo rzeczy nie gra w ogóle. No nic, za tydzień kolejny odcinek. 


8.11.20

Bal u Kura! - "Król" - odcinek 1

 Trzeba byłoby pod najciemniejszym kamieniem się schować, by nie natrafić na jakąkolwiek reklamę serialu Canal+ "Król", na podstawie książki Szczepana Twardocha. "Król" opanował polskie media. Po premierze pierwszego odcinka portale zapełniły się ekstatycznymi recenzjami.

Z którymi nijak się nie zgadzam. Póki co serial wydaje mi się strasznie nudny. Chwalony wszędzie Szyc jest po prostu tragiczny i przerysowany do granic ludzkich możliwości. Postać pani Kaszkieciary, którą w dalszej części nazywać będę Karen, to chyba najgorsze możliwe przedstawienie osoby LGBT w tekście kultury od bardzo dawna. Zanim przejdę do analizy strojów damskich w serialu pragnę trochę napisać o Karen. Otóż Karen jest naszkicowana tak grubą kreską i powiela wszystkie możliwe stereotypy krążące o lesbijkach, a które... nie mają zbytniego przełożenia na rzeczywistość (jak dobrze wiecie akurat w tej kwestii możecie na mnie polegać XD). Mamy więc typową chłopczycę, ubierającą się po męsku, są żarty z chęci przelecenia Grety Garbo i adoptowania sierot. Jest to wybitnie niesubtelne. Oczywiście już wtedy zdarzały się pary typu butch i femme, ale jeśli poczytamy trochę literatury lesbijskiej z początku XX wieku (Skorpion), czy obejrzymy filmy (Dziewczęta w mundurkach), tudzież zajrzymy w magazyny LGBT (niemiecka "Die Freundin") to jednak nie znajdziemy postaci malowanych aż tak grubą kreską. Dla mnie postać Karen to taki odwrócony typowy gej z produkcji TVN, pokroju Magdy M, czy BrzydUli. Stereotypowość tej postaci jest tak przejaskrawiona, że staje się nieznośna i dla osoby, która jest LGBT oglądanie czegoś takiego jest zwyczajnie nieprzyjemne, bo czyjaś orientacja seksualna, powiedzmy sobie szczerze jest średnim motywem na "comic relief". Tym bardziej, że "Król" miał zerwać z tym, co widzieliśmy dotychczas w polskich serialach. Tymczasem doskonale kopiuje motyw, który był wałkowany we wczesnych dwutysięcznych, tylko zamiast zniewieściałego do przesady geja, mamy zmaskulinizowaną do wymiotów lesbijkę. I nie zrozumcie mnie źle, gdyby ta postać miała jakiekolwiek inne cechy charakteru niż mówienie o własnej orientacji seksualnej, to odebrałabym dodanie jej jako coś fajnego i pozytywnego. Póki co mam po prostu duży niesmak.

Ale nie zebraliśmy się tutaj, żeby robić dogłębną analizę wątków LGBT w "Królu", ale żeby popatrzeć na damskie ciuszki. I z tymi jest... Lepiej niż w produkcjach, które do tej pory opisywałam, ale nie jest to nadal poziom światowy, czy europejski. Nadal mamy dość dyskusyjne zestawienia, dużo mody powojennej i szeleszczącego bistoru, chociaż nie rzuca się on w oczy tak, jak jaskrawe, wybitnie nieestetyczne zestawienia z seriali TVP.

Kobiet jest póki co niewiele i w przeciągu godziny raczej hasają one w tle, niż pojawiają się na pierwszym planie, stąd nie ma zbyt wiele materiału, ale to co jest to omawiamy. 



Ten kapelusz nie wygląda zbyt dobrze. Oczywiście w latach trzydziestych były słomkowe kapelusze, ale w zestawieniu z ciężkim płaszczem i letnią sukienką, wygląda to wszystko niezbyt realistycznie. 

Jest i nasza Karen. Karen wygląda po prostu fatalnie. Najgorsze jest tu cięcie włosów na wczesne lata dwutysięczne i coś, co dobrze wyglądało na Kelly Rowland, ale w 1937 roku nie wygląda wcale. Dodatkowo ten krawat... Który jest... no... Jak wiele krawatów w tym serialu, zdecydowanie nieepokowy. Spokojnie można było kobiecą postać ubrać po "męsku", ale nie wyglądałoby to tak topornie. Można było zdecydować się na bardziej sportowy styl. Tutaj mamy trochę ubrania jak dla małego chłopca na kobiecie... 
Gdyby nie PPS wszędzie powiedziałabym, że to jest kadr z filmu o strajkach i dobie PRLU. Te sweterki, żakiety, powojenne płaszcze... Nie widzę tu lat trzydziestych w ogóle. Szczególnie źle wygląda pani w chustce i swetrze. Totalnie nie ta epoka. 
Jak na 1937 rok to ta sukienka jest stanowczo za krótka. W latach czterdziestych by przeszła. 
Chyba w ogóle to są jakieś lata osiemdziesiąte, ale wzornictwo na upartego mogłoby się nadać. 
Fryzura Karen.... Boże jest tyle tutoriali jak ścinać włosy na lata dwudzieste/trzydzieste, jak robić odpowiednie fryzury, jak układać peruki... Ale to co tu widzimy, to zdecydowanie nie jest efekt oglądania tych tutoriali. Kelly Rowland... 

Tutaj znowu zestaw, który ni w ząb nie wygląda ani na żakiet ani na bluzkę z lat trzydziestych. Ten duży kołnierz i głęboki dekolt (w biurze dodajmy i u pani w średnim wieku) to zdecydowanie coś, co sprawdziłoby się w latach osiemdziesiątych. 
Na pierwszym planie przemykają sukienki z lat osiemdziesiątych, na pile znow krótka sukienka, której oversizowość raczej krzyczy latami powojennymi, ale na upartego można by to przepchnąć. 
Widać trochę lepiej sukienkę: odcięcie jest trochę ponad naturalną talią, tak jak powinno być w latach trzydziestych, za to wydaje mi się, że są tu jakieś poduszki w ramionach. Bez nich miałoby to bardziej epokowy wygląd. Ale ta sukienka nie jest zła. 

W tle mamy dość ładną granatową sukienkę, która wygląda jak powinna. Za to po prawej stronie odsłonięte ramiona i żadnych ramiączek, żadnego bolerka... Raczej nadałoby się to do lat pięćdziesiątych, na lata trzydzieste... niezbyt. 

Ta sukienka jest całkiem, całkiem, ale wydaje mi się trochę zbyt wycięta przez co ma bardzo współczesny wygląd. Może to rzecz z epoki, ale dość jednak szalona jak na warunki warszawskie. Uszłaby jako kostium w Hollywoodzkim filmie, ale chyba niekoniecznie na warszawskim bankiecie. Za to fryzura jest bardzo fajna. 
Tutaj jest piękna sukienka. Pierwszy stolik po prawej, dziewczyna w sukni z krótkimi rękawkami z lamy. Wygląda cudownie ta sukienka i szkoda, że nie trafiła na pierwszy plan. Trochę gorzej prezentuje się koleżanka w oversizowej bluzce... Trochę za bardzo 70s/80s. Za to lama i aksamit: miodzio. 

Domek na Prerii w kolorze lila. Kobieta siedząca tyłem w blado-fiołkowej sukience z bardzo wyraźnym, długim suwakiem. Lata siedemdziesiąte zdecydowanie. Nie tylko ze względu na pseudo-wiktoriański krój, ale przez suwak właśnie. W latach trzydziestych tak długiego i widocznego suwaka nikt by nie zamontował w stroju damskim. Uważano to za wulgarne!
Ten szlafrok i koszula nocna nie są złe i wyglądają trochę jak kostiumy Lilian Harvey z "Trzech ze stacji benzynowej" Jest ok. 

To wygląda już trochę gorzej: raczej jak bluzka z lat osiemdziesiątych, niż koszula nocna, a dwa to fryzura, która byłaby świetna w latach czterdziestych, ale 1937 rok to odrobinę za wcześnie. Ale naprawdę odrobinę. 
Czego tu nie ma? Groszki, zielony toczek i etola z lisa. Etola jest super sama w sobie i mam bardzo podobną z lat trzydziestych/czterdziestych. Toczek też nadaje się super do lat trzydziestych. Bluzka jest już problematyczna i najprawdopodobniej to coś współczesnego, albo lata osiemdziesiąte. Najgorsze jednak jest zestawienie tego wszystkiego razem. To ze sobą nie współgra zupełnie! 
Apaszka, żakiet i bluzka wyglądają zbyt współcześnie. Gdyby to ukryć za pomocą jednego epokowego to stylizacja doskonale by się obroniła. Swoją drogą nie rozumiem czemu po domu dużo osób chodzi w apaszkach?
Lata osiemdziesiąte. Jest tyle pięknych wykrojów na bluzki z lat trzydziestych. Tutaj ta oversizowość bardzo rzuca się w oczy. 

Znów bardzo współczesna koszula i apaszka po domu. Nie rozumiem? 
I jest ona! Królowa odcinka. Ta sukienka jest doskonała. Świetna, genialna. Wspaniała. Bez kitu i bez cienia szydery: to wygląda jak lata trzydzieste pełną gębą. To jest najlepsza sukienka w całym godzinnym epizodzie. Jest wspaniała. Nosiłabym, polecałabym każdemu, kto kocha lata trzydzieste, żeby nabył taką właśnie sukienkę. Jeśli w kolejnych epizodach będzie więcej takich krojów to jestem kupiona. 

I jeszcze zbliżenie na tą cudowną sukienkę. Takich sukienek potrzebujemy! Tego nam dajcie więcej! Sukienko, jesteś piękna. 

29.10.20

Co Ludzie i Bogowie Powiedzą? - "Ludzie i Bogowie" kolejny odcinek.

 Bal z epizodu szóstego trudno będzie przebić pod kątem strasznych kostiumów damskich. Wydaje mi się, że mogło być to apogeum horroru wizualnego, jaki co tydzień TVP funduje widzom w serialu "Ludzie i Bogowie" - nie znaczy to jednak, że kończę się pastwić nad tym serialem. Przed nami epizod 7, w którym mamy bardzo dużo koszmarnych ubiorów. Rozstrzał od PRL-u i Domki na Prerii, po Garden Party u Hiacynty Bukiet z serialu "Co ludzie powiedzą".


Panie i Panowie, przed państwem siódmy odcinek "Ludzi i Bogów". Analiza kostiumów damskich. Przy okazji w tym epizodzie jest parę bardzo zabawnych scen, do których zalicza się to, co widzicie powyżej, a także ostatnia scena. Warto, bo jest to bardzo zabawne. 


O ile ten szlafrok wygląda dość dobrze i pewnie jest raczej z lat siedemdziesiątych, to udaje lata trzydzieste i nie rzuca się specjalnie w oczy, jest w porządku. Nie w porządku jest za to zestaw drugie bohaterki, która ma na sobie żakiet, którzy przeszedłby w latach sześćdziesiątych, stanowczo niehistoryczną bluzkę, która mogłaby być użyta jako kostium do lat siedemdziesiątych i torebkę z lat osiemdziesiątych. Dodatkowo standardowo bardzo brzydkie nakrycia głowy. Znowu mamy też rozrzut stylistyczny, źle dobrany kolorystycznie zestaw, natłok wzorów. Powiedzmy sobie szczerze, jaka epoka by to nie była, raczej nikt by tak z domu nie wyszedł, bo tu wszystko jest z innej parafii. Nienaturalność tego wszystkiego nie tyle bierze się z anachronizmu, co z tego, że ten zestaw jest paskudnie skomponowany, zresztą jak bardzo wiele zestawów. To nie przekonuje swoją sztucznością i brakiem zmysłu estetycznego. Kostiumograf nie ma tego zmysłu i to jest największy problem. To po prostu brzydko wygląda. Jak zestawienie fioletowej kratki na żółtym tle z motywem zeberki rzuconym na to. 
Ta sukienka nie byłaby zła, gdyby nie jej długość (jeśli zdecydujecie się oglądać, to jej długość to jednak lata osiemdziesiąte/dziewięćdziesiąte) i rękawy, które wypadałoby przeszyć, żeby wyglądały bardziej historycznie. Drobna przeróbka i z tej szmizjerki można byłoby uczynić całkiem porządnie udającą lata czterdzieste sukienkę. 
Ten płaszcz i kapelusz okrutnie rażą PRL-em. Byłyby świetne do dużo późniejszych dekad. Sylwetka tutaj w ogóle nie wygląda ani na lata trzydzieste ani na czterdzieste. 
A pod to wszystko rzucona bardzo pstrokata bluzka. Znowu mamy zestaw bez żadnego przemyślenia i minimalnego zmysłu estetycznego. Nawet gładka, biała bluzka byłaby lepsza i wyglądała naturalnie. Tutaj mamy ciężki płaszcz i letnią bluzkę w psychodeliczne kwiatki. Znowu, nikt by czegoś takiego nie założył, obojętnie czy to lata czterdzieste, czy 2020. 
Te spodnie nie wyglądają w ogóle na lata czterdzieste. To raz, dwa, już zwracałam uwagę na to, że w okupowanej Polsce jednak nie chodzono w spodniach tak chętnie jak w Stanach Zjednoczonych (gdzie i tak spotykało się to z ogromnym szokiem) - do tego paskudny toczek i omawiany wcześniej żakiet i torba. Kolejny zestaw, który ominęło podstawowe poczucie estetyki. 
Jeśli widzieliście kiedykolwiek teledysk Kazika do pewnej piosenki o niecenzuralnym tytule, to sceny na bazarze wyglądają jak żywcem wyjęte z tego właśnie klipu, który powstał w 1991 roku. Na 1941 to wszystko nie pasuje. Mamy kawalkadę okropnych płaszczy, które obecnie noszą starsze panie i które nijak mają się do tego, co nosiło się za okupacji. Wtedy nie było takich krojów. Dodatkowo znowu widzimy POWALAJĄCE pstrokacizną zestawy. 
Śpiewamy dalej "Coście sk... uczynili z tą krainą" - PRL-owskie płaszcze i okropne nakrycia głowy w natarciu. 
Ten trencz razi współczesnością. Jak na lata osiemdziesiąte i dziewięćdziesiąte jeszcze by uszedł, ale lata czterdzieste... Widać, że mamy do czynienia z bardzo syntetyczną tkaniną. A pod spodem kwiecista letnia sukienka na lata sześćdziesiąte i ciężki, wełniany toczek na zimę. Czy naprawdę ktokolwiek w jakiejkolwiek dekadzie, nie mówię tu o osobach ubierających się awangardowo, bo bohaterki tego serialu do tego nie aspirują, wyszedłby tak na ulicę? Wiosenny płaszcz, letnia sukienka, zimowy toczek? Wszystko w zupełnie innej kolorystyce. W tle za to całkiem ładny zielony zestaw. 
Bluzka, która zdecydowanie nie jest latami czterdziestymi, ale bardzo spoko, że pokazuje się, że kobiety musiały robić sobie same buty. 
Po raz kolejny ta bohaterka ma najładniejsze stylizacje. Nie wiem czy ma osobnego kostiumografa, ale za każdym niemal razem jej zestawy wyglądają porządnie i na miejscu. Tutaj bardzo śliczny sweterek. 

Lata sześćdziesiąte czy już siedemdziesiąte? Jak sądzicie, bo ja nie wiem. Na pewno nie lata czterdzieste. Wzornictwo jak i kołnierz to zdecydowanie późniejsza epoka. 
Zaczynamy Garden Party u Hiacynty Bukiet. Brytyjski schyłek lat osiemdziesiątych i początek lat dziewięćdziesiątych w rozkwicie. 
Ten płaszcz przy tej letniej pogodzie wygląda dość specyficznie. Do tego stanardowo brzydkie i niehistoryczne nakrycia głowy i spódnice rodem z PRL. 
Zwycięski kostium tego odcinka. Ta opaska, która pasuje do bardzo złego cosplayu Rozen Maiden, bluzka z lat osiemdziesiątych, dziwny fartuch. Ale ta opaska. Ta opaska jest tak tragiczna, że aż wykręca. 
W tle Hiacynta Bukiet rozmawia z Elżbietą o Szeridanie. Ta koronkowa parasolka. Ludzie nie używajcie ich w filmach. One wyglądają spoko jako rekwizyt do komunijnej sesji zdjęciowej, ale nijak mają się do parasoli przeciwsłonecznych z lat trzydziestych i czterdziestych. Dodatkowo brzydkie, ciężkie nakrycie głowy, współczesne szpilki, paskudne zestawienie czarnego z majtkowym różem i koszula z lat osiemdziesiątych. Kto uznał, że ten zestaw wygląda dobrze? 

W tle więcej lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych, tragiczne sukienka po lewej stronie - jak będziecie oglądać film to jest to pani z wachlarzem. Po prawej spódnica maxi w kolorze błękitnym... A to nie jest jakiś bankiet, czy okazja do prezentacji sukni balowej/wieczorowej. Dlaczego? Dlaczego użyto tego w tym miejscu?


Na razie to na tyle, widzimy się w kolejnym epizodzie.