Showing posts with label lata czterdzieste. Show all posts
Showing posts with label lata czterdzieste. Show all posts

3.10.20

Ludzie i Bogowie - cz. III

 Wracamy do polskiej odpowiedzi na "Bękarty Wojny" - o ile w kwestii fabuły, zgodności historycznej i okien z pleksi postanowiłam się nie wypowiadać, to pozostajemy w sferze damskich kostiumów. O dziwo, jest trochę lepiej! Przede wszystkim: w trzecim odcinku nie ma zbyt wiele pstrokacizny - stonowane kolory pozwalają na obronienie wielu stylizacji. Bardzo ładnie wypada większość sweterków! Niektóre z nich są naprawdę dobrze wyglądające. Pojawia się też parę całkiem porządnych sukienek, które przeszłyby w epoce, w której dzieje się serial. Problemem nadal są bardzo obcisłe, albo dość rozkloszowane spódnice i dziwne nakrycia głowy.


Tutaj mamy koszmarną woalkę, która kompletnie nie ma sensu i wygląda po prostu źle. Jest jakoś niedbale zarzucona, chyba miało to wyglądać jak birdcage - tylko, że woalki birdcage to bardziej druga połowa lat czterdziestych i lata pięćdziesiąte. Raczej nie okupowana Polska w roku 1941. I raczej na okazje wieczorowe.


Tutaj mamy widok na sukienkę. Jest to coś z lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych - dodajmy całkiem ładne coś i w sumie może przejść na inspirację latami czterdziestymi bez jakiś ogromnych zgrzytów - po czym widać, że to późniejszy twór: krój kołnierzyka i kokardka pod nim, a także widoczne pod koniec odcinka zapięcie w postaci zamka nylonowego biegnącego przez plecy. Jednak i tak nie wygląda ta sukienka bardzo nie na miejscu. Może być.


Ta sukienka (bluzka?) wygląda trochę za bardzo jak lata osiemdziesiąte - przydałoby się przeszyć rękawy, by nadać im trochę inny kształt i zrezygnować z syntetycznej koronki - kołnierzyk można byłoby zastąpić kordonkiem. Też ten duży guzik, albo broszka pod szyją, bardzo krzyczy latami osiemdziesiątymi. Na plus to, że wzór sukienki nie jest jakoś mocno krzykliwy i po przeszyciu mogłaby spokojnie ujść.


Ten sweterek jest bardzo ładny - ma śliczne rękawki i wygląda po prostu jak epokowy - zdecydowanie na plus. Niestety potem widzimy spodnie z wysokim stanem, które w Polsce podczas okupacji by nie przeszły jednak nigdzie poza plażą albo pracą. Spodnie miały problemy z przyjęciem się u nas nawet w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych. Jeśli byłoby to odzienie robocze, albo typowo sportowe, to tak, ale eleganckie spodnie - no raczej nie. 


Kolejny udany sweterek! Wygląda cudownie! W ogóle ta postać ma najlepsze stylówki w całym serialu. 


Powrót dziwnych nakryć głowy - nie jestem przekonana do nich w ogóle - wyglądają raczej jak coś z lat sześćdziesiątych, albo jak coś, co jest typowo współczesne, w dodatku umieszcza się je w szalonych miejscach - ja rozumiem, że lata czterdzieste to był okres kapeluszowego szału i bardzo wiele chwytów było dozwolonych, ale to wygląda nieepokowo. Ciekawy natomiast jest płaszcz (później widziany z przodu) i sukienka blondynki - to raczej lata siedemdziesiąte, ale wyglądają całkiem dobrze, jedynie odrobinę można by zmienić rękawy.


Tutaj mamy do czynienia z koszmarem odcinka. Pin-upowa stylizacja, rodem z uniwersum Wojennych Dziewczyn. Stylizację dałoby się obronić, gdyby były to lata powojenne - rozkloszowana spódnica, bardzo głęboki dekolt, żakiecik zalatujący lekką inspiracją New Lookiem Diora (ale no jednak widać, że to coś dużo bardziej współczesnego) - do tego włos na gwiazdę Hollywood z okresu powojennego. I te brzydkie, współczesne buty, zupełnie nie komponujące się z resztą stylizacji. 


Tutaj mamy piękne rękawki i całkiem ładną sukienkę. Nie wiem czy to oryginał, czy może coś, co zostało bardzo zmyślnie przerobione - może być to ubranko oryginalne, albo po prostu coś z wiskozowym kołnierzykiem - w jednej scenie pod światło widać dość charakterystyczną stopioną, połyskującą wiskozę na kołnierzu - taki efekt otrzymuje się, kiedy przygrzeje się żelazkiem za mocno i rayon zaczyna się po prostu topić. Ale ten ubiór na plus. 

Kolejny bardzo uroczy sweterek z bufkami i dodatkowo haftowanymi kwiatkami. Jak najbardziej na miejscu. Nie podoba mi się za to broszka, która wygląda dużo bardziej współcześnie. Można byłoby z niej spokojnie zrezygnować.

Ołówkowe spódnice w tym biurze to jakaś zmora. Rany. Wszystkie dziewczyny w ołówkach - a to przecież krój z lat pięćdziesiątych. Kiedy kadry pokazują tylko górę, większość tych bluzek z bufkami daję radę, chociaż trochę szeleści poliestrem, ale kiedy widzimy całą sylwetkę, to te ołówki zupełnie psują efekt.

Póki co to tyle! Do następnego odcinka.

22.9.20

Ludzie i Bogowie - cz. II

 W porównaniu z odcinkiem pierwszym, odcinek drugi pod względem mody damskiej prezentuje się odrobinę lepiej. Przede wszystkim nie ma aż tak nachalnej pstrokacizny, w tak wielu ujęciach. Stroje są raczej w zgaszonych barwach, przez co często i gęsto udaje się ukryć, że wcale nie są one historycznie poprawne - znajdują się jednak nadal pewnego rodzaju ancymonki. 

Kelnerki w wielu ujęciach ewidentnie mają na sobie 80sdoes40s, ale udaje się to ukryć za pomocą mniej więcej spójnego klucze kolorystycznego. Całkiem udanie prezentuje się też ta purpurowa sukienka, chociaż ma trochę za głęboki dekolt jak na swoje lata - mimo wszystko, spokojnie może ujść. Problem zaczyna się przy współczesnym kapeluszu i niefortunnym zdobieniu (najlepiej popatrzeć w ruchu, wtedy ewidentnie rzuca się w oczy jego plastikowość). 
W scenie na rynku mamy kilka nieudolnych stylizacji, dziewczyna w niebieskim berecie to jedna z nich. Ołówkowa, bardzo obcisła spódnica to zdecydowanie nie są lata czterdzieste, w dodatku w zestawieniu z zielonym, najprawdopodobniej tyrolskim żakietem i intensywnie niebieskim beretem to wygląda totalnie nieepokowo i niezbyt ładnie. 
Zielony zestaw nawet by przeszedł, gdyby sweter nie był tak wyciągnięty i nie sprawiał wrażenia oversizowego - w formie obecnej, to jednak krzyczy przełomem lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych - pochwalić natomiast można brązową stylizację. 
Stonowana brązowa stylizacja, z bliska zdecydowanie wygląda współcześnie, ale z daleka fajnie da się ją obronić i prezentuje się na dobrze na dojrzałej kobiecie, która niezbyt podążą za modą i jej styl osadzony jest jeszcze mocno w latach trzydziestych - jest to całkiem ok.

Tutaj znowu dostajemy bistorowym szaleństwem - ta urocza szmizjerka to zdecydowanie lata osiemdziesiąte - gdyby trochę przerobić rękawki i kołnierz jeszcze można byłoby próbować tego bronić, ale tak niestety trochę za bardzo się odcina od swojej epoki. 
Ta bielizna to też zdecydowanie późniejsze lata - obstawiam sześćdziesiąte, albo nawet siedemdziesiąte. Przede wszystkim dość dobrze widać, że to są rzeczy z lekkim, syntetycznym połyskiem i zapięcia z tyłu, plus plastikowe żabki do pończoch jednak rażą. 
Tutaj więcej widoków na tą niezbyt dobrze dobraną bieliznę. Mały plus, że to jednak pończochy, a nie rajstopy. Do tego widać butki u obu pań w stylu retro, ale ewidentnie z Lulu Hun, albo tym podobnej marki - ten obcas raczej lepiej wyglądałby przy latach sześćdziesiątych, niż czterdziestych.

13.9.20

Ludzie i Bogowie - bistorowa okupacja cz. I



Nasze ukochane TVP ruszyło z najnowszą produkcją osadzoną w latach wojennych, pt. "Ludzie i Bogowie". Nic o tym zupełnie nie wiedziałam, ani nie słyszałam, dopóki wczoraj nie zaatakowały mnie reklamy na stronie wp.pl Przejrzałam fotosy i już wiedziałam, że będzie wesoło i, że jak zwykle w kwestii kostiumów kobiecych nasza telewizja publiczna się nie popisała i znowu obserwujemy na ekranie jakąś radosną wariację i wyobrażenie na temat mody lat czterdziestych, przefiltrowane przez lata siedemdziesiąte i osiemdziesiąte z lekką nutą amerykańskiego pin-upu. Słowem: stylistyka z Wojennych Dziewczyn nadal żywa i nadal ma się dobrze. Przejdźmy jednak do szczegółowej analizy. 
Widać, że serial ma dość mały budżet i stara się to maskować na różne sposoby. To w tle najczęściej widać kostiumowe niedociągnięcia i są one wręcz masowe. Trudno wyłapać jakąkolwiek kobietę, która ubrana byłaby zgodnie z epoką. Tutaj mamy jakieś szaleństwo lat sześćdziesiątych z pelerynką i podróżnym kufrem. Kolorystyka i krój zupełnie nie wyglądają na czas okupacji. 

Tutaj mamy za to spotkanie grupy Daily Elegance - albo jakiś skromny pin-up. Sukienki na halce to lata pięćdziesiąte. Te nieszczęsne berety to też bardziej współczesne wyobrażenie o latach czterdziestych. Płaszcze również odbiegają od epokowych. Ten granatowy uszedłby w innym anturażu, ale przez to, że absolutnie każda rzecz jest z innej parafii to nic tutaj się nie broni. 
Sceny w lokalu są po prostu szałowe. Natężenie zła przekracza wszystkie normy. Koronnym przykład to... To coś w kolorze malinowo-miętowym. Ten zestaw to jakiś koszmar, który trudno przyporządkować mi do jakiejkolwiek epoki. Nie wiem co było tu inspiracją, nie wiem, czemu ktoś pomyślał, że coś takiego może przejść jako lata czterdzieste. Dla mnie to bardziej styl country i strój dla zdesperowanej fanki Dolly Parton. 

Panie kelnerki w tym lokalu noszą pończochy samonośne i stroje, które nie uchodziłyby nawet w domu uciech. Elastycznych pończoch samonośnych wtedy jeszcze nie było, a te stroje to trochę jednak stylizacja na Castle Party dla odważnej. Epokowo to zdecydowanie nie wygląda. Podejrzewam, że inspiracją były stroje Marleny Dietrich z "Błękitnego Anioła", ale coś mocno wysypało się po drodze. To po prostu wygląda tanio i źle. Trochę jak kostiumy z Leg Avenue. 
80sdoes40s, czyli sukienka z lat osiemdziesiątych, która robi za lata czterdzieste. Nie jest to tak złe, jak panie kelnerki i pani w malinowo-miętowej impresji na temat country, ale jednak no widać, że zarówno kolorystyka, jak i wzornictwo są nieepokowe. 
Pani artystka z elastycznymi, długimi rękawiczkami, współczesnym toczkiem i współczesnymi klipsami też wygląda bardzo współcześnie, tudzież rodem z impresji lat osiemdziesiątych o czasie okupacji. Takich rzeczy nie było. Te frędzle przy ramionach ewidentnie wyglądają na syntetyki, toczek byłby raczej ze słomy pokrytej farbą, albo obitej aksamitem i nie byłby z syntetycznej siatki - takich rzeczy wtedy nie było. 
Nakrycie głowy jest ewidentnie współczesne. To nie jest kształt ani lat czterdziestych, ani trzydziestych. Uszłoby to jeszcze w latach pięćdziesiątych. I znów mam dziwne wrażenie, że część Kopfbekleidungu w tym serialu jest noszona odwrotnie...
Szalone lata pięćdziesiąte - sukienka na halce, kopertowy dekolt, płaszczyk też zdecydowanie o kroju powojennym. Mamy okupowaną Warszawę, a czuć trochę powiew Kalifornii. Albo powiew retro ciuszków spod znaku Collectif, czy Lindy Bop. 
Trochę śmiechłam z tego co tu się stało z tym pasem do pończoch. Raczej jest to pas z lat sześćdziesiątych i generalnie nie czepiałabym się, bo pończochy są przynajmniej na jakimkolwiek pasie... ale te nieepokowe gacioszki i to, że pas zamiast na talii zjechał na wysokość miednicy... Ajj... Po co było filmować to w detalu? 
Ta koszula krzyczy przełomem lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych, Laurą Ashley i stylistyką Domku na Prerii. 

 Na deser mamy jeszcze bistorową bluzkę, która uszłaby jakby była to produkcja osadzona w czasach PRL. Do lat czterdziestych nijak się ma ten deseń. 

Podsumowując pierwszy odcinek: to wszystko strasznie razi taniością. Niestety to naprawdę widać i przez to, że różne detale są tak skopane, nie tylko w kwestii mody kobiecej, polskie seriale wyglądają tak strasznie biednie na tle choćby Babilon Berlin. To niedoinwestowanie widać i niestety to wszystko tworzy wrażenie ogólnej bylejakości. Oczywiście większość osób nie będzie w stanie powiedzieć, że coś jest nie tak, ale porównując "Ludzi i Bogów", "Wojenne Dziewczyny" i inne polskie produkcje, z produkcjami zagranicznymi, to jednak coś tak trąci niechlujstwem. Dużo lepiej wszystko prezentowałoby się gdyby lokacje mające być Warszawą, nie były odnowionymi łódzkimi kamienicami obłożonymi pastelowymi tynkami, a stroje chociaż kolorystycznie starały się być spójne - gdy osoby odpowiedzialne za stroje serwują taki misz-masz stylistyczny i taką straszną pstrokaciznę, to dużo trudniej ukryć wszelakie niedociągnięcia, które byłyby do ogrania, jeśli zdecydowano by się na jakiś konkretny, najlepiej ciemny, klucz kolorystyczny. Przy wybieraniu tak jaskrawych barw i pstrokatych deseni, bardzo trudno ukryć jest szelest bistoru. Nie będą go w stanie zagłuszyć kolejne wybuchy i strzały. 

Powiem Wam jeszcze gratisowo jak to wygląda trochę z drugiej strony. Często piszą do Breslauerin osoby chcące coś do teatru, czy telewizji. Proponujemy im oryginały z epoki, ale okazuje się, że nie, a bo za smutne i za drogie. Ma być tanio i pstrokato. 200 zł za sukienkę zdecydowanie przekracza możliwości finansowe. Takie podejście niestety owocuje tym, co potem serwuje się nam na ekranie. Zdecydowanie lepiej wyglądałaby mniejsza ilość statystów i wyłożenie większej kwoty na skompletowanie pięknych kostiumów. Niekoniecznie z epoki, ale zaproponowanie uszycia kostiumów, komuś, kto bardzo dobrze się na tym zna, albo chociaż wykorzystuje oryginalne, epokowe wykroje. Mam naprawdę serdeczną nadzieję, że kiedyś to podejście ulegnie zmianie i stroje zacznie się traktować z trochę większą powagą, niż coś do odbębnienia byle jak.  

27.1.20

Betty Barclay - pasiasta tajemnica

Spora część z Was przynajmniej ze słyszenia zna sieciówkę Betty Barclay - nie jest ona może specjalnie popularna w Polsce, ale z tego co się orientuję mają parę sklepów w Polsce i stosunkowo dużą ilość używanych ubrań od nich można znaleźć na serwisach aukcyjnych.

5.10.19

Guziki i zapięcia - czyli co może ci pomóc znaleźć vintage cuda

... ale nie musi. Guziki i zapięcia w pierwszej połowie XX wieku to bardzo obszerny temat. Ich obecność z jednej strony była konieczna ze względów praktycznych, z drugiej stanowiła doskonałą dekorację.

7.6.19

Berlin - czyli jak wygląda sklep vintage od kuchni

Pewnie jeśli śledzicie losy Breslauerin, czy jakikolwiek inny sklep vintage, zastanawiacie się jak wygląda zdobywanie dóbr wszelakich. Jako, że często biorę udział w takich łupieżczych eskapadach, to chętnie Wam o tym opowiem, na przykładzie Berlina.
Jeden z łupów - jedyny, który do mnie trafił

28.5.19

Dziki Poznań - z wycieczką

Odkąd tylko usłyszałam o powstaniu Muzeum Historii Ubioru w Poznaniu, to miałam wielkie marzenie, żeby zobaczyć na własne oczka. Niestety tak się składało, że ciągle byłam w rozjazdach, targach, imprezach, albo po tym wszystkim odpoczywałam i nie miałyśmy kiedy zajechać do Poznania. Udało się w zeszły piątek.
Zdjęcie robione aparatem Holeanty przez Kiti

6.5.19

Mój Vintage - aksamitny żakiet

Co miesiąc bywamy na targu staroci w Świdnicy. Przez ponad rok systematycznych podróży udało nam się zapoznać wielu sprzedawców i co jakiś czas upolować od nich specjalne kąski. Ostatnio wróciłyśmy z całą torbą takich cudeniek. Wśród nich, prócz pięknej i dość dużej sukni z lat dwudziestych i letniej sukienki bawełnianej z lat trzydziestych znajdował się uroczy aksamitny żakiecik, pochodzący z przełomu lat trzydziestych i czterdziestych, w kolorze bordowym. 

11.4.19

Mój Vintage - Po królewsku

Nie wszystko złoto, co się świeci. Tak było w przypadku pewnego wełnianego płaszczyka, który zakurzony leżał w jednym z drezdeńskich second-handów. Wisiał sobie niepozornie upchany na wieszaku pełnym ortalionowych kurtek z lat osiemdziesiątych. Jak się okazało jest to rzecz, której wartość jest po prostu szalona. 

7.4.19

Mój Vintage - Balowa Maślanka

Kolejny szczęśliwy strzał  z second-handu w mojej karierze. Poniższa suknia z lat czterdziestych została przeze mnie odnaleziona podczas grzebania w odzieży na wagę.

27.3.19

Lista pięciu trudnych dodatków

Jakiś czas temu przybliżyłam Wam kilka porad odnośnie tego, jak wyglądać mniej więcej historycznie poprawnie. Ustaliliśmy, że nie każdemu musi chodzić o taki look, inni wolą iść w bardziej nowoczesne i swobodne podejście i nie ma w tym nic złego. Ale teraz pora na listę paru dodatków, które potrafią zepsuć Waszą vintage stylizację.
Epokowe boa

12.2.19

Jak wyglądać historycznie poprawnie? - podstawy

Od jakiegoś czasu sporo dziewczyn pyta mnie i o datowanie różnych ubrań, ale też o to, czy ich ubrania są historycznie poprawne. Przy czym uważam, że ubierając się vintage (i retro), poprawność historyczna nie jest obowiązkowa, ale jeśli ktoś ma potrzebę wyglądania autentycznie, to zaserwuję parę praktycznych porad, które pozwolą Wam na podrasowanie garderoby tak jak chcecie. Nie jest to w żaden sposób obligatoryjne. Najważniejsze, żeby ubrania sprawiały Wam radość i były dla Was komfortowe, a to jak je zestawicie zależy od Was tylko i wyłącznie. Nie ma jakiejś biblii vintydżu, złotych zasad, do których wszyscy muszą się stosować, bo inaczej nie są godni do vintydżowania. Jeśli ktoś Wam wmawia, że musicie to, to i tamto, to dajcie sobie z takimi mentorami spokój. Moda ma być dobrą zabawą i cieszyć Was, a nie osoby, które z jakiś względu uważają się za guru w temacie. Jeśli chcecie być poprawne historycznie super. Jeśli nie, to też super. To jest Wasza decyzja tylko i wyłącznie, a jeśli ktoś nie chce się z Wami zadawać, bo jesteście za mało tró, to nie jest to dobre towarzystwo i wartościowa znajomość.

4.2.19

Berlin Old Fleas i mój vintage - Sutaszowa

Wczoraj, bardzo późną nocą wróciłam z weekendu w Berlinie, gdzie razem z Breslauerin i Retromanią, brałyśmy udział w kolejnej edycji targów vintage Old Fleas.

8.11.18

Mój Vintage - Szkło i aksamit

  To moja mała ulubienica - jedna z wielu zresztą. Odnaleziona przez Kasiełę w Berlińskim lumpeksie. Urocza, dziewczęca, ale wykonana z ogromną klasą.

5.11.18

Orientalny Vintage - Cheongsam

Uwielbiam, egzotyczne, niejednoznaczne rzeczy. Jedną z nich, jest cheongsam, pochodzący z lat 1930 do 1955. Trudno ustalić konkretną datę, ponieważ, ubranko wygląda na przerabiane, konkretnie na ucięte, do dość krótkiej długości. Takie praktyki często miały miejsce na przełomie lat czterdziestych i pięćdziesiątych.

31.10.18

Mój Vintage - CC41 - Dwa sery ślubne

Po długich poszukiwaniach, w końcu mi się udało! Zdobyłam, w drodze bardzo korzystnej wymiany, sukienkę CC41. W zamian na oddanie poszło parę bardzo ładnych, ale kompletnie niepasujących ani do mnie, ani do Kasieły, sukienek. To ślubne cudo odnalezione zostało w second-handzie, w jednym z dolnośląskich (a jakże) miast. Szczęśliwie natrafiła na nie dziewczyna, która trochę zna się na rzeczy, która postanowiła ubranko ocalić od skończenia jako czyściwo. I chociaż nie do końca był to jej styl, to sukienka wróciła z nią do domu. Bierzcie przykład z Ani, moi mili. Stare ubrania, nawet jeśli nie są w waszym guście, czy rozmiarze, zawsze można sprzedać, czy wymienić. Ja zawsze zabieram psychodeliczne 60sy i 70sy, chociaż to kompletnie nie moje bajki, ale te rzeczy są po prostu urocze i bardzo często świetnie wykonane. Tylko wymagają znalezienia nowych właściciela, który zrobi z nich użytek. Alternatywnie mogą po prostu cieszyć was swoim widokiem w szafie.

28.10.18

Prawie mój Vintage - Cekinowa Śliwka

     Ostatnio z Kasiełą robiłyśmy sobie prawdziwy challenge. Miał on polegać na jeżdżeniu tak długo po Dolnym Śląsku, dopóki nie trafi się nam sukienka z lat czterdziestych. Wyzwanie zakończyło się bardzo szybko. W pierwszym second-handzie, który odwiedziłyśmy znalazłam taką sukienkę:

21.10.18

Mój Vintage - Czerwona Wełna

Eleganckie, wieczorowe sukienki zazwyczaj nie kojarzą się z wełną. Są jednak wyjątki. Jednym z nich jest dorwana w berlińskim second-handzie czerwona suknia z cekinami.

11.9.18

Mój Vintage - Ludowa Krata

Oj działo się w przeciągu ostatnich tygodni. Ciągłe wyjazdy, wakacje w Halle, a potem radosna podróż do Berlina w celach zarobkowych. Tak upływał mi sierpień i początek września.

18.8.18

Znów w Goerlitz

Strasznie się zakochałam w tym miasteczku. Chyba dało się zauważyć wertując tego bloga. Ostatnią okazją, by odwiedzić słoneczne Goerlitz był 15 sierpnia. Może i mało patriotycznie, ale ze względu na cyrki i pozwolenia na marsze ONR, czy innych Pokemonów, wolę spędzać wszystkie święta państwowe poza granicami naszego kraju.