Showing posts with label goth. Show all posts
Showing posts with label goth. Show all posts

15.10.18

Mój Vintage - Czarna Tafta

Od dłuższego czasu brakowało mi rozkloszowanej, czarnej sukienki. Takiej eleganckiej, z newlookowym flow. I o ile poszukiwania na Etsy kończyły się długą listą życzeń, to zawsze miałam opór przed kupowaniem rzeczy prostych i bez bajerów. Jak już ładować w coś swój majątek, to zdecydowanie w coś spektakularnego i czegoś, czego nie da się dostać.

16.7.18

Sukienka i spódnica z koła na zamówienie

Ostrzegam: zdecydowanie nie jestem gotowa do szycia ludziom na zamówienie, to był raz, a raz jak wiadomo nie zając.
  Otóż ostatnio miałam okazję spróbować swoich sił szyjąc na kogoś innego niż ja sama. Miałam do zrobienia dwie dość łatwe, by nie powiedzieć banalne rzeczy: spódnicę z koła i sukienkę, też z koła.

5.2.16

Na wrocławskim Rynku odcinek II

Chwalę się Wam kolejnymi zdjęciami z sesji. 
Prócz mnie możecie na nich zobaczyć piękne późnobarokowe drzwi jednej z wrocławskich kamienic, czepiec wykonany przez Panią Fotograf i kapelusz wykonany przez  Pracownia ubioru historycznego Alicji Byrskiej , o którym pisałam w poprzedniej odsłonie sesji.
Zdjęcia wykonała Beatrisa Betty Fotografia Artystyczna (http://beatrisabetty.pl/ )




3.2.16

Na wrocławskim Rynku

      Pochwalę się Wam tutaj przepięknymi fotografiami jakie popełniła Beatrisa Betty (link do strony oficjalnej: Klik! ) na wrocławskim Rynku. Mimo bardzo słonecznego, niedzielnego dzionka, pogoda okazała się być kapryśna. Wiał zimny wiatr i było strasznie zimno, ale mimo tego panowała przyjemna atmosfera (mimo zaczepiających i gapiących się na nas panów, ugh!) i pani fotograf wykazała się niebywałym wręcz profesjonalizmem. Dziękuję raz jeszcze.



20.7.15

Castle Party - 2015 - a może raczej wizyta w Bolkowie

    W tym roku zawitałam po raz kolejny do Bolkowa wraz z Kasią. Zdecydowanie towarzyszył nam mniejszy entuzjazm niż rok temu i pojechałyśmy na zasadzie: będzie nam się chciało, to kupimy bilety, nie będzie nam się chciało to nie. Przeważyła opcja druga. I chyba tego nie żałuję. O ile w 2014 jechałyśmy jedynie żeby posłuchać sobie Deine Lakaien (i zrobić sobie fotki z panem Veljanovem, co nam się udało nie wiem jakim cudem do tej pory), to teraz za bardzo nic nas nie grzało i nie ziębiło. Może trochę Wardruna i Paradise Lost. Do drugiego bandu mam dość spory sentyment z czasów gimbazjum, ale nie aż tak wielki żeby wydawać ponad 100 zł na bilet. Krótko mówiąc byłyśmy tą niegodną częścią CP, która pojechała dla pierogów, znajomych i lansu. #scenaumiera
zdjęcie z: http://foto.lca.pl

6.6.15

W obiektywie Frustry


 Przez dwa ostatnie dni byłam w Niemczech na trasie Berlin-Halle-Lipsk kolekcjonując kolejne ważne dokumenty do książki. Przy okazji prócz spraw typowych dla mojej bytności w kraju Goethego, po raz pierwszy w życiu pozwoliłam sobie (i Kasia też) na shopping z prawdziwego zdarzenia. Upolowałam sukienkę z Hearts and Roses i nylony. Kasia zaopatrzyła się w nylonowe rajstopy. To jakiś progres, bo żebyśmy kupiły coś co nie jest wstępem do archiwum tudzież biblioteki/kserówką/wydrukiem z mikrofilmu to cud. Niemcy bardzo fajny wyjazd, ale akuratnio po powrocie otrzymałam paczkę ze zdjęciami od Frustry, którymi niniejszym się z wami dzielę. Sesja miała miejsce na ulicy Pomorskiej w Łodzi, niedaleko browaru, dlatego sukienka z restyle nadal śmierdzi charakterystycznym zapachem słodu (który capi starą owsianką). Niemniej same zdjęcia mi się bardzo podobają i jak zwykle polecam współpracę z fotografką <3 Przy okazji zobaczyć możecie mój spektakularny pierścionek a'la Wspaniałe Stulecie, który przybył do mnie z Turcji. Jak widać jestem podatna na product placement.

15.3.15

Lolita, goth, czy retro?

A może elementy wszystkiego połączone ze sobą? Tak prezentuję się w dniu dzisiejszym. Co do treści nie będę na siłę przedłużać: zaczęłam pisać biografię Heydricha i zapewne tym żyć będę kolejne kilka miesięcy/lat. Póki co mam 6 stron o jego rodzinie od strony ojca.
Co do zestawu ubraniowego, przechodząc płynnie w inny temat, to mam pewne przemyślenia odnośnie wzoru na spódnicy. Ostatnio często nazywa się coś takiego mianem "barokowego", a mi raczej przywodzi to na myśl secesyjne tapety. Kto co lubi.
Spódnica: H&M
Bluzka: Zara
Broszka: Targ Staroci
Buty: Deichmann


31.1.15

Retro Coat Dress z Restyle

Nie mam serca do recenzji, ale wiele osób mi mędzi o tym, żebym podzieliła się wrażeniami na temat pożądanego modelu z nowej kolekcji Restyle. Mowa o Coat Dress, którą nabyłam jakoś w świątecznym sezonie. Niestety nie doczekała się ta piękna sukienka sesji zdjęciowej jeszcze, ale postaram się to zmienić, bo niestety sama nie umiem zrobić jej ładnych zdjęć, które oddadzą w pełni jej urok. A to dlatego, że jest kruczoczarna i robienie sobie w niej samojebek kończy się na tym, że wyglądam jak czarna plama. A przy słabym, zimowym świetle o dobrych zdjęciach na sobie nie ma mowy. Zamówiłam rozmiar S. Zdjęcia, które jej zrobiłam są znacznie rozjaśnione, bo inaczej nic nie byłoby widać.
Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to to, że sukienkę wykonano z ogromnej ilości materiału. Jest mega szeroka i nawet halka-potwór z classical puppets ma problem z udźwignięciem jej. Druga sprawa to jest długa. Mierzę sobie 172 cm i dosięga mi do końca łydek (końca od strony stóp). Wykonana została z bawełny. Szczęśliwie, w przeciwieństwie do rzeczy z Punk Rave, człowiek nie poci się w niej jak szalony. Bardzo na plus. Inna sprawa, że do materiału przylega wszystko: włoski, paproszki, kurz. Po całym dniu poza domem trzeba ją po prostu uprać, bo zbiera za sobą wszystko. Drugim minusem jest to, że bawełna ma to do siebie, że się gniecie... i to bardzo, dlatego zaraz po wypraniu trzeba się przyszykować na prasowanie.
Niedogodności te wynikłe z zastosowanej tkaniny niwelowane są jednak, bo sukienka prezentuje się naprawdę pięknie i nie wygląda na dzieło Restyla. Jest porządnie uszyta, nie sterczą z niej nitki, nie ma krzywych szwów, które dość często przytrafiały się w różnych produktach z tego sklepu. Widać, że postarano się o poprawę jakości i widać to dość dobrze przy Coat Dress. 
Kołnierzyk wykończony został przyjemną, aksamitnopodobną lamówką, która paradoksalnie zbiera dużo mniej wszelakich kłaczków niż reszta sukienki. Lamówka została starannie przyszyta, nie odłazi, nie wychodzą z niej nici. 
Sukienka ma dwa rzędy guzików. Wykonano je z plastiku pomalowanego srebrną farbą. Po paru myciach powłoczka nie odeszła, ani nie pokruszyła się. Z analogicznego materiału wykonano klamrę paska. 
Zbliżenie na guzik. Sukces, po paru praniach nie odleciały i trzymają się całkiem dobrze. 
Tak zaś prezentuje się wewnętrzny szew, jak widać nie jest źle. Sam materiał natomiast jest dość cienki i zdecydowanie nie posłuży jako okrycie wierzchnie, chyba, że w letni wieczór. Wdzianko jest typową sukienką, a Coat przypomina jedynie z kroku.

Rękawy sukienki mają długość 3/4 i są wywijane. Mają jednak tendencję do opadania, więc trzeba ich pilnować. 
Czy warto nabyć Coat Dress? Tak, zdecydowanie, jest to ładny, porządnie wykonany produkt za rozsądną cenę. Ogrom materiału, który przy dobrej halce tworzy spektakularny klosz, do tego elegancki kołnierz z aksamitną lamówką i taliowanie, sprawiają, że sylwetka prezentuje się bardzo smukło i kobieco. Coat Dress wygląda zdecydowanie lepiej niż sukienki z Hell Bunny i zapewne dłużej niż one posłuży. Problemy z nią mogą mieć osoby niskie, w wielu wypadkach okaże się bowiem, że jest ona do ziemi. Z tego co wiem skracanie u krawcowej nie kosztuje majątku i można sobie taką przyjemność zafundować. Jest to też jedna z niewielu rzeczy w restylowej ofercie, która wygląda tak, jak na zdjęciu sklepowym.

25.10.14

Parę słów o moim nowym nabytku...

        Mowa będzie o gorsecie od Corsetry & Romance. Mój gorset w kolorze absyntu przyszedł wczoraj. Sam proces zamawiania był przyjemny i pani Palina informowała mnie na bieżąco o postępie prac. 
       Nie mam co prawda porównania z innymi gorseciarkami, ale miałam w swojej historii parę lepszych i gorszych gorsetów fabrycznych. Gorset od C&R wypada na ich tle lepiej, ale nie rewelacyjnie. Po pierwsze: jest dopasowany do mojej figury. Na poniższych zdjęciach nie mam go prawie w ogóle zasznurowanego, a wyglądam jakbym nie wiem jak się ścisnęła (po maksymalnym ściągnięciu wyglądam jak te wszystkie panie, które noszą gorsety od lat i ich nie zdejmują), efekt jest, ale trochę boli przy noszeniu. Większość firmówek bardzo cisnęła mnie w żebra i biodra, za to miałam ogrom luzu w talii (a mówią że wymiary 90-60-90 są idealne i jest na nie mnóstwo ciuchów, ciekawe gdzie?), stąd nawet papiekot wyglądał na mnie tubowato. Niestety i gorset od gorseciarki nie jest całkiem wygodny.
 Po drugie: jest dokładnie taki jaki sobie wymarzyłam: w kształcie, w kolorze, w ozdobach, 100% satysfakcji w tej materii.
     Gorset jest gruby, wykonany z jedwabiu, ma czarną podszewkę i posiada panel zakrywający plecy, który jest podwieszony na sznurku i mam z nim mnóstwo problemów, bo lata mi przy zawiązywaniu i szukam pomocy u osób trzecich żeby mi go poprawiły. Muszę się widocznie nauczyć jak go układać przy sznurowaniu.
Gorset w górnej części ozdobiony jest koronką, był to mój pomysł, nie chciałam zwykłego underbusta, tylko coś z lekko burleskowym charakterkiem. Do tego długo zastanawiałam się co do koloru, najpierw wymarzył mi się niebieski, właściwie granatowy, ale w końcu przemyślałam sprawę i za podszeptem dobrej wróżki zdecydowałam się na zieleń. Nie żałuję. 
Gorset jest solidnie wykonany, ale tu też nie jest pozbawiony wad, choć są one drobne, to jednak widoczne. W jednym miejscu dubluje się szew. Zamieszczę zdjęcie poniżej. Inne szwy są dość krzywe, jednak nie jest to jakoś mocno widoczne.
Zapewne kiedyś zamówię jeszcze jakiś gorset od gorseciarki, głównie ze względu na możliwość zrealizowania własnego pomysłu. Jeśli jednak chcecie prosty wzór i nie macie problematycznej budowy to skorzystajcie z tańszych gorsetów z Papercats czy Rebel Madness.

Stylizacja:
Koszula: Zara
Gorset: Corsetry & Romance
Spódnica: Burleska
Buty: Deichmann




14.9.14

Sesja w Łodzi - 11.09

Wyglądają dość słonecznie no nie? Były jednak robione w czasie deszczu. Na szczęście mamy do czynienia ze zdolnym fotografem. 
Off Piotrkowska w południe wydawała się być nieco opuszczona, co umożliwiło zrobienie paru fotek, jednak po pewnym czasie przenieśliśmy się do Surindustrialle, niezwykle oryginalnej łódzkiej herbaciarni (która mam nadzieję nie podzieli losu nieodżałowanego Rokoko) urządzonej, a jakżeby inaczej w industrialnej stylistyce z odrobiną steampunku.
Przy okazji razem z moją Kasią zjadłyśmy legendarne frytki z Krovy (wegańska przyczepka na Offie) i rzeczywiście są one bardzo super. Podobnie jak kawa w Daleko Blisko zaserwowana nam przez naszą koleżankę, Oktawię.

Sukienka: Vintage (ma metkę z imieniem i nazwiskiem poprzedniej właścicielki, która zmarła we Włoszech w latach 50 XX wieku), dar od koleżanki
Wieniec na głowę: Glitter