Showing posts with label lolita fasion. Show all posts
Showing posts with label lolita fasion. Show all posts

28.2.16

Dlaczego zrezygnowałam z lolita fashion


    Chodził mi już jakiś czas po głowie ten wpis. W końcu zdecydowałam, żeby zebrać rozpierzchnięte myśli w jedno miejsce i je spisać. Jakoś rok temu postanowiłam zmienić image i przejść z lolita fashion w kierunku lat 30/40/50-tych, okazjonalnie coś wiktoriańskiego, gotyckiego i edwardiańskiego. Jak to się stało?
kiedyś było tak
Teraz jest tak

28.8.14

Chwila w Toruniu

W zeszły weekend na krótko zajrzałam do Torunia. Miasto bardzo ładne, ale ja chyba mam problem z wyjazdami nie służącymi do poszerzania mojej bibliografii. Tak więc pozorny wyjazd relaksacyjny, mający oderwać mnie na trochę od Heydricha, Zagłady i innych okropieństw wojny, raczej nie spełnił swojej roli. Co mnie najbardziej urzekło? Mały browar w centrum połączony z restauracją, co natychmiast przypomniało mi najlepsze imprezy w Pradze, spędzone w gronie znajomych. 
Toruń zapamiętałam z dzieciństwa zupełnie inaczej. Wydawał mi się znacznie większy i zawiodłam się okrutnie kiedy wspomnienia z dawnych lat zderzyły się z rzeczywistością. Nie odmawiam mu uroku, tym bardziej, że będąc z rodzicielką, która nie chciała się ruszać poza Stare Miasto to prawie niczego innego nie widziałam. Nie wiem, chyba musiałabym jechać na dłużej i w innym towarzystwie. Zależało mi żeby pojechać do Barbarki, co niestety nie wyszło, no ale cóż. Może innym razem.






22.7.14

Sesja zgierska w lipcu

O Castle Party i zajebistości Deine Lakaien napiszę napiszę kiedy indziej, bo to jest do napisania na spokojnie i w lepszych okolicznościach niż świecenie własna, niekoniecznie piękną facjatą. Tymczasem parę fotek z dzisiejszej sesji:
Outfit:
Sukienka: Knight Night
Bluzka: Zara
Naszyjnik: Lolita
Buty: Deichmann
Okulary: New Yorker










6.7.14

Prawie jak Heidi Roll

Zaliczyłam wczoraj swoją pierwszą próbę z Heidi Rollem. Nie wyszedł jakoś mocno spektakularnie, ale dzisiaj jest już trochę lepiej. To znaczy: wyszło coś, co niekoniecznie jest typowym Heidi Rollem, ale wygląda całkiem przyjemnie. Właściwie to stylizacją się tu nie chwalę, bo jest typowa jak na parną pogodę (przynajmniej dla mnie). 
Skoro mam już jednak okazję do pokazania paru zdjęć i napisania czegoś to chciałam wszystkim bardzo polecić restaurację Lavash na Piotrkowskiej 69 (w podwórku, a numer łatwy do zapamiętania). Razem z Kasią najadłyśmy się za wszystkie czasy super kaukaskiego jedzonka w bardzo przystępnych cenach i lokal już trafił na naszą listę ulubionych zaraz po Złym Mięsie we Wrocławiu. Swoja drogą w Lavashu jest sporo wegetariańskich potraw.

Sukienka: Krad Lanrete
Koszula: H&M
Ozdoba na włosy: Cherry Fox
Naszyjnik: Restyle
Torba:Restyle
Broszka z kotwicą: sklepik z półproduktami na taobao
Buty: Deichmann

30.6.14

Ufo nad Leśnicą

Gdy parę lat temu mieszkałam we Wrocławiu zdarzyło mi się parokrotnie widzieć tramwaje obklejone osobliwą grafiką (malunkiem?) zatytułowaną "Ufo nad Leśnicą" (http://www.podswantonim.pl/zdjecia/ufonadlesnica.html  to było właśnie to). Bardzo mnie ona zaciekawiła i wybrałam się do Leśnicy. Niestety nie spotkałam Ufo.
Po latach do Leśnicy wróciłam, razem z moją dziewczyną (czy jak wolą "mili ludzie": lubą) w celu odwiedzenia obozu Breslau-Lissa. Niestety nie jest to możliwe, bo w tym miejscu stoi jednostka wojskowa i bez przepustki nie ma szans na to, żeby dostać się do środka. Nad tą samą jednostką miało latać wymienione Ufo. Ja nic nie widziałam. 

Sama Leśnica jest strasznie urocza. Nazwałabym ją upchniętym na maleńkiej powierzchni, brudniejszym Budziszynem. Prócz ogromu słodkich kamieniczek, pomników i odnowionej stacji kolejowej, możemy zwiedzić też zamek i otaczający go park. Budowla w środku jest fatalnie odnowiona, ale zważywszy na wojenne losy Wrocławia i okolic, zakładam, że zrobiono, co było w ludzkiej mocy, żeby nie było gorzej. Tymczasem dzielę się z wami stylizacją z tego dnia. Zdjęcia są robione komórką, więc jakość nie jest wybitna.

Outficik:
Sukienka: Souffle Song
Co do samej JSK z printem w obrazy Alfonsa Muchy. Nie jest z nią źle, ale jest stanowczo za duża, toteż robię co mogę, żeby nie wyglądać w niej jak worku. Oprócz tego na podróż jest super-praktyczna- nie gniecie się, więc można ją spokojnie wrzucić do torby i jechać w trasę.
Ozdoba na włosy: Cherry Fox
Buty: Deichmann
Bluzka: Toxic Fashion (wiadomo)
Naszyjnik: Vintage




20.5.14

Marynarsko - tęsknoty za morzem odcinek kolejny

Wróciłam wczoraj z Pragi, właściwie to już w niedzielę byłam w Polsce. 
Po powrocie czekała na mnie paczuszka z Chin z sukienką z Surface Spell. Sukienką, o której naprawdę mocno marzyłam. Zazwyczaj nie mam z ubraniami tak, że śni mi się jakieś szalone dream dress i zbieram na nią miesiącami. Ot jak coś mi się podoba to to kupuję, ale nie kontempluję zakupu. W czymś trzeba w końcu chodzić, a nie moja wina, że podoba mi się naprawdę wąskie spektrum ubrań. 
Z kiecką od Surface Spell było inaczej, bo nie ukrywam, że od tygodni, a nawet miesięcy szukałam czegoś marynarskiego, ale nie infantylnego. I bam! Znalazło się to cudo. Wyprzedano je bardzo szybko, ale dziewczyny z Tofu Rangers ogarnęły aukcję, w której ostała się jedna S-ka. No i tak trafiła do mnie ta perełka. Zdjęcia są lekko rozmazane. Mój aparat coś nie ogarnia.

Ciuszki:
Sukienka: Surface Spell
Bluzka: Toxic Fashion (tak mam kilka egzemplarzy tej samej)
Naszyjnik: Bodajże Six jeśli mnie pamięć nie myli
Buty: Deichmann





8.5.14

Art Selfaveau

Rzadko mam okazję założyć tak dużo jasnych rzeczy na raz, dlatego każdą swoją próbę skrzętnie dokumentuję. Sukienka od Surface Spell z czterema porami roku autorstwa Alfonsa Muchy jest jedną z moich sukienek ulubionych, ale wdziewam ją głównie na sezon letni. Kiecka ta przypomina mi wizytę w Świnoujściu parę lat temu. Cierpię ostatnio na tęsknotę za morzem, więc próbuję ją jakoś ukoić, ale powiem wam, że wcale nie jest mi lepiej. Wylewam więc złote łzy (stąd super eyeliner na powiekach) i czekam na wolne.

Sukienka: Surface Spell
Rajstopy: Taobao
Bluzka: Toxic Fashion na Allegro
Buty: Deichmann
Ozdoby do włosów: Prezent od koleżanki
Pierścionek: Six
Naszyjnik: Promod





1.5.14

Objazd Majowy

Kilka zdjęć z łódzkich miasteczek i wsi cykniętych dzisiaj. Na fotkach prócz mnie kawałek kościoła w Warcie i wieś Rossoszyca z przepięknym drewnianym kościółkiem położonym nad malowniczym stawem. Postanowiłam zapostować tu także wnętrze tego maleństwa. Niezwykle bogate z barokowym ołtarzem. Niestety na zdjęciu nie zmieściły się ludowe malowidła przedstawiające anioły i motywy kwiatowe. Niemniej, jak kiedyś kogoś zawieje w okolice Warty, to polecam zahaczyć i o Rossoszycę. 
Rossoszyca

Co do mojego outfitu:
Sukienka: St. Tears
Bolerko: Colloseum
Buty: Deichmann
Rajstopy: nie mam pojęcia
Ozdoba do włosów: Cherry Fox


28.4.14

Zamki nad Soławą

Kocham Halle nad Soławą. Naprawdę. Jest to jedno z moich ulubionych miejsc jakie miałam szansę widzieć. Secesja zmieszana z architekturą średniowiecza w takim przyjemnym niemieckim, wcale niesiermiężnym stylu. Przyjemne knajpki z doskonałym jedzeniem. Wspaniały browar z bażantem. Ogrom bibliotek, z pozycjami, które wspomagają mnie w pisaniu książki o Heydrichu. Byłam zaskoczona pięknem rodzinnego miasta Haendla (taki kompozytor). 

Wzbraniałam się przed nim, unikałam, może trochę zrażona tym, że pewna dysfunkcyjna rodzina wyhodowała tam ponad wiek temu jednego z większych zbrodniarzy jakich zna świat. 
Okazało się, że niepotrzebnie. Halle ma wiele do zaoferowania, nawet komuś, kto nie jest zafiksowany na historię Heydricha. Jest co zobaczyć, od okazałego średniowiecznego cmentarza, przez niezliczoną ilość przepięknie zdobionych kamienic, po restauracje i second-handy. Największe wrażenie zrobiły na mnie dwa zamki halleńskie: Moritzburg, którego budowa rozpoczęła się w 1484 roku i starszy od niego romański Giebichenstein z IX wieku. Oba są bardzo zadbane. W Mortizburgu działa obecnie muzeum sztuki, możemy zobaczyć tam także kaplicę Marii Magdaleny, ale niestety nie miałam szczęścia zajrzeć do środka. W Giebichenstein zaś znajduje się jeden z oddziałów szkoły artystycznej. Poczytać o nich możecie na angielskiej i niemieckiej wikipedii i tam też znajdziecie ładniejsze fotografie.

Ja tymczasem w swojej całej próżności pochwalę się moimi halleńskimi outfitami:
Moritzburg:
Sukienka: Krad Lanrete
Bluzka: Mm angel fashion
Buty: Centro
Rajstopy z lokalnego ryneczku 
Giebicenstein widoczny z drugiego brzegu Soławy:
 Sukienka: Krad Lanrete
Bluzka: MM Angel z taobao
Buty: Stylowebuty
Rajstopy: Rynek

Legnicka Wenecja

   Szczerze mówiąc, to często mam zagwozdkę, o czym można pisać na blogu modowym i jak to się dzieje, że są one tak szalenie popularne. Najprawdopodobniej nie mam do tego absolutnie żadnego talentu i nie potrafię pisać o tym co mam na sobie rysując jakieś szalone wizje i wyciągać szereg inspiracji, z których czerpałam by wyglądać, jak wyglądam. Nigdy o tym nie myślę. Kiedy mam gdzieś wyjść i po prostu wkładam to, na co mam ochotę, stąd teksty tutaj są raczej lakoniczne i niezbyt poruszające Czytelników. Nie inaczej jest tym razem. Kiedy coś we mnie zdecydowało, że w sumie jest wiosna i można ubrać się trochę jaśniej niż zazwyczaj. Bez większych ekstrawagancji rano w pokoju u mojej miłej powstała niezobowiązująca stylizacja pourodzinowa. Zdjęcia w legnickim parku to dzieło mojej Kasi:

 Sukienka: Lady Sloth
Opaska: Cherry Fox z taobao
Buty: Deichmann
Bluzka: Toxic Fashion na Allegro
Rajstopy: Gatta (chyba?)

14.2.14

Zdjęcia Studyjne

Zdjęcia wykonał Marcin Chudziszewski.
Ubrania:
Sukienka: Lady Sloth
Bluzka: w istocie to overdress, który został użyty jako koszula, kupiony na Ptaku
Buty: Deichmann (? chyba ?)
Ozdoba do włosów: Cherry Fox






Moja fryzura nie wygląda tu zachwycająco, ale wracałam z Łodzi, z egzaminu (na szczęście zaliczyłam na 5).

5.1.14

Sesja w Bełdowie

Zrobione w pięknym, ale mocno podniszczonym dworku w Bełdowie (tam gdzie kupuje się karpie).

Sukienka: Lady Sloth
Bluzka: Rynek w Ozorkowie
Rajstopy: Ptak
Buty: Centro
Ozdoba do włosów: Foxy Cherry