23.1.21

Pożegnanie z "Królem"

 Trochę już kurz opadł i osiadł na "Królu" wg prozy Szczepana Twardocha. Co do samej fabuły, to nawet mi się przedostatni odcinek podobał i się na nim całkiem dobrze bawiłam, ale już ósmy wymęczyłam okrutnie. Co do strojów, to druga połowa serialu prezentuje się o wiele lepiej niż pierwsza i rzeczywiście widać, że na ekranie pojawiają się oryginalne kreacje, albo wierne rekonstrukcje. W odcinku ósmym pojawiają się głównie te same stroje, co w siódmym, dlatego pozwoliłam to sobie wszystko zebrać do kupy w jedną całość. 

Ta sukienka nie wygląda źle - krój przypomina połowę lat trzydziestych i spokojnie mogłaby to nosić niezbyt zamożna osoba. Wygląda to fajnie. 
Stój Ani już widzieliśmy wcześniej i wygląda dość nowocześnie, jak zapowiedź lat czterdziestych już, ale moda pod koniec lat trzydziestych już zaczynała morfować w takim kierunku. Jedna z moich ulubionych kreacji. Trochę gorzej wygląda zestaw statystki - trochę zbyt stereotypowo, byleby było, że to "moda przedwojenna" - tworzy to dziwny kontrast w tym kadrze. 
Koszula w kolorze czerwonym i ołówkowa spódnica mają taki "modern retro" feel, być może jakby ciemniejsza była spódnica, a jaśniejsza koszula, prezentowałoby się to bardziej epokowo. Nie jest to samo w sobie błędne, ale w jakiś sposób wygląda powojennie moim zdaniem. 
Szlafroczek Ani jest bardzo fajny. Szkoda, że nie ma go więcej. 
Ta koszula nocna jest boska i wygląda bardzo epokowo. Nie ma się co czepiać. 
W tym zestawieniu w końcu etola z lisa wybrzmiewa jak powinna. Pamiętacie ją może z któregoś z poprzednich odcinków? Zestawiona była z bluzką i to trochę raziło. W innym zestawieniu, z żakietem i kapeluszem, całość ma dużo bardziej epokowy wygląd. 

Cofamy się do lat dwudziestych - wydaje mi się, że ten kapelusz-klosz jest trochę za ciężki do wieczorowej stylizacji i wyglądałby dużo lepiej w zestawie z płaszczem, bo do szyfonowej sukienki... Coś nie gra. Albo lżejszy kapelusz, albo cięższa sukienka - no ale to detal. Klosz ma za to ciekawą formę i ozdoby, przez co nie wygląda jak standardowe wyobrażenie o kapeluszu-kloszu z lat dwudziestych, ale sprawia wrażenie epokowego (albo jest epokowy?)
Tutaj mamy przełom lat dwudziestych i trzydziestych, z tego co kojarzę. Czarna prosta sukienka z perłami i małymi ozdóbkami wygląda bardzo fajnie. Koszula u pani Karen też zdecydowanie lepiej niż stylówka na kaszkieciarę. 
Starsza pani w szalu wygląda również bardzo godnie i epokowo. 
Obuwie pań jest dość dziwne, za to sukienka konkubiny Szapiry (zapomniałam jej imienia D:) prezentuje się całkiem dobrze. Nie obraziłabym się, gdybym taką miała. 
Panie z domu uciech Ryfki poprawiły swoje stylówki. Szczególnie fajnie wygląda pani brunetka, w jedwabym szlafroczku, przypominającym jedwab pongee i zestawiki z lat dwudziestych i trzydziestych. Wygląda to świetnie i to chyba jedna z lepszych stylówek. Jestem zachwycona i bardzo żałuję, że nie odstrojono wszystkich dziewczyn Ryfki w takie rzeczy. Oj, bardzo żałuję. Uwielbiam tego typu kimonka i jedwabie i jak będę obrzydliwie bogata to zacznę zbierać takie rzeczy. 

I zestawienie zakończmy suknią Ryfki, którą uwielbiam. Pojawiała się w poprzednich odcinkach i też żałuję, że nie było jej z nami więcej i, że czasem postać ta pojawiała się w bardzo dyskusyjnych kreacjach.  Bordowy aksamit i bufiaste rękawki. Można pragnąc więcej?

Początek "Króla" nie ukrywam trochę mnie przeraził i myślałam, że mimo szumnych zapowiedzi, będzie to kolejny serial, gdzie niezbyt przyłożono się do kostiumów damskich postaci i potraktowano je na zasadzie "byleby były" - z każdym odcinkiem jednak pojawiało się więcej ciekawych kreacji i zestawów. Rzeczywiście widać było oryginały i to nie tylko na statystkach z grup rekonstrukcyjnych. Na tle produkcji TVP, pod względem garderoby kobiecej "Król" wypada dużo lepiej, mimo dość trudnego początku. 

Sporo z prezentowanych na skrinach rzeczy, bardzo chętnie bym znalazła w swojej szafie :) 

Czy sam serial mi się podobał? Szczerze, to wynudziłam się na nim okrutnie i najciekawsze były dla mnie właśnie stroje. Przeszkadzały mi niebotycznie długie ujęcia wnętrz, które służyć miały chyba tylko zaprezentowaniu scenografii. Żałuję, że nie rozciągnięto tego także na stroje :D Co do wnętrz, to tak jak pisałam, nie znam się na meblach i wyposażeniu, ale momentami miałam wrażenie, że oglądam trochę takie glamour wyobrażenie na to, co było fajne w latach trzydziestych, a nie to, jak wyglądałoby to rzeczywiście w Warszawie w latach trzydziestych. Estetyka współczesnego glamour zdominowała tu rzeczywisty gust i mody w latach trzydziestych - co można wysnuć na podstawie licznych zdjęć wnętrz, które zachowały się do naszych czasów. Niby elementy mniej, bądź bardziej się zgadzają, ale ich rozmieszczenie i natężenie raczej pachniało współczesnością. No i te grafiki z Ikei... Obrazy, które może udekorowałyby i paryskie, awangardowe wnętrza, ale niekoniecznie pokoje warszawskich gangsterów. Nie znaczy to oczywiście, że to nie było miłe dla oka, ale czuć było w tym pewnego rodzaju fałszywą nutę. 

Co do samej historii wydaje się, że można było ją opowiedzieć w dwie godziny i niekoniecznie potrzebny był do tego serial składający się z 8 długich odcinków - bo działo się przez nie tak naprawdę niewiele, a pustość Łodzi udającej Warszawę i pustość wszystkich lokacji, sprawiła, że nie czułam się jakbym oglądała żyjące, zepsute miasto, o które warto jest się zabijać, ale jakąś piękną makietę na targach. Jak na opowieść o półświatku brakło w tym wszystkim tłoku, żywotności, brudu, niedoskonałości. Nawet pokazywane zohydzenie, brutalność czy okrucieństwo były w jakiś sposób sterylne i dopieszczone. Jakby brudem ktoś sypał z foliówki i na wadze spożywczej odmierzał jego ilość.

Nie miałam natomiast tego poczucia żenady, jakie mam, próbując oglądać kolejne "wojenne" seriale ze stajni TVP, gdzie ilość absurdu, nieścisłości historycznych i przesłania "Poland Stronk" wybija ponad wszelkie miary. Zdecydowanie na plus odbieram w "Królu" odejście od tej dominującej narracji o pięknym międzywojniu i pokazanie, że czasy i się może zmieniły, ale ludzie nie za bardzo. No i, że sytuacja polityczna daleka była od przyjaznej wszystkim. Chociaż nie czarujmy się, że i to trochę podkoloryzowano, ale sam fakt, że w końcu do mainstreamu przedarł się obraz traktowania więźniów politycznych w IIRP jest grzejący serduszko. 

Powiem tak: fanką "Króla" nie zostanę, ale to nie znaczy, że uważam czas z tym serialem za zmarnowany. Sporo rzeczy oceniam na plus, parę na minus. Nie jest to na pewno coś, co zmieni moje życie i chyba już za bardzo odkleiłam się od europejskiego i amerykańskiego kina, żeby być w jakikolwiek sposób wiarygodna. 

Jeśli doceniacie mój chuligański trud, to będę wdzięczna za kawę