22.2.21

Mój vintage - płaszcz z lat dwudziestych

 

Zabierałam się do niego jak pies do jeża - mam go chyba już dwa lata w swojej szafie. Przeżył sporo - wiele osób chciało go naprawić, ale po jakimś czasie rezygnowało. W końcu postanowiłam zająć się tym sama. 

Płaszczyk pochodzi z lat dwudziestych i wydaje mi się, że nosiła go zapewne osoba o większych gabarytach niż ja. Uszyty został z jedwabiu i wełnianych wstawek. Ma prześliczne dekoracje w postaci kwadratowych guzików w kratkę i długich pasów wykończonych ciężkimi chwostami. 

Płaszcz miał dwa potężne problemy: czerń wyblakła dość mocno i w niektórych miejscach pojawiły się rdzawe plamy. Drugi problem to podszewka. Przepiękna pasiasta, jedwabna podszewka w kwiatuszki. Była naprawdę cudowna, niestety czas był dla niej okrutnie niełaskawy i jasna część podszewki bardzo mocno się popruła. 



Trzeba zatem było po pierwsze: usunąć starą podszewkę, a po drugie znaleźć sposób na ufarbowanie płaszcza, który jest bardzo delikatny i w dodatku składa się z dwóch tkanin o zupełnie różnych właściwościach - farbowanie w pralce i gotowanie zdecydowanie odpadało. By go ufarbować posłużyłam się barwnikiem do tkanin bez gotowania (działa w przedziale 30-60 stopni - u mnie woda miała około 45 stopni). Przez godzinę moczyłam go w barwniku, a potem spłukałam do momentu, w którym woda nie była czysta. Farba szczęśliwie złapała i po rdzawych plamach nie ma śladu. 


Trzecim punktem było wszycie nowej, jedwabnej podszewki (na filmiku zatrzymaliśmy się na momencie w którym całość była zafastrygowana, potem czekało mnie przyszycie tego w trochę bardziej subtelny i bardziej gęsty sposób) - niestety tak cudowny wzór, jaki miała oryginalna podszewka jest nie do dostania i zdecydowałam się po prostu na biały jedwab. Na podstawie starej podszewki i samego płaszcza zrekonstruowałam kształt podszewki, zszyłam trzy elementy ze sobą a resztę trzeba było już doszywać ręcznie. Zajęło to mnóstwo czasu, ale operacja zakończyła się sukcesem i płaszcz jest zdatny do użytku. Dla mnie raczej nie jest, ale zapewne poszukam mu nowego domu za jakiś czas. 

Jeśli doceniacie mój chuligański trud, będę wdzięczna za kawę







No comments:

Post a Comment