15.2.15

"Wspaniałe Stulecie"



źródło: https://www.facebook.com/MagnificentCenturyEnglish?fref=ts

Skoro już było trochę o komercyjnym metalu, liźnijmy jeszcze trochę popkultury.
Jeśli ktoś rok temu powiedziałby mi, że turecka telenowela historyczna stanie się hitem i zastąpi nieodżałowaną „Modę na sukces” to zapewne popukałabym się w głowę. A jednak jesteśmy w dniu dzisiejszym i nie da się nie zauważyć, że „Wspaniałe Stulecie”, zyskało wierne grono odbiorców. W dodatku, moim zdaniem, całkiem zasłużenie.
Zacznijmy od tego, że nie jestem specjalną fanką tureckiej polityki i kultury, która stara się tuszować ludobójstwo Ormian, stąd do wszelakich tureckich produkcji podchodzę z dość sporą rezerwą. I to też powód, dla którego „Wspaniałe Stulecie” zwróciło moją uwagę. Bo serial ten sporą część społeczeństwa tureckiego bardzo mocno wkurzył. Czym? Powodów jest parę: swobodne podejście niektórych postaci do kwestii religijnych, silne postaci kobiece, spora frywolność i odbrązowienie legendy Sulejmana. A do tego doszły różne niuanse, takie jak scena sądu wędrownego proroka chociażby. Pomimo licznych skarg, część tureckiej widowni z serialem się polubiła. Jednak to poza granicami ojczyzny produkcja odniosła prawdziwy sukces i spodobała się w krajach byłej Jugosławii i Grecji (gdzie stosunek do Turków jest bardzo negatywny). I tam wywołała kontrowersje, do tego stopnia, że niektórzy duchowni przestrzegali swoje owieczki przed oglądaniem. Nie pomogło. Telenowela stała się doskonałą promocją wycieczek do Turcji. Stopniowo „Wspaniałe Stulecie” zaczęło trafiać do kolejnych krajów, między innymi do Czech. Wówczas pierwszy raz o tej produkcji usłyszałam, bo parę moich koleżanek śledziło losy Hurrem i Sulejmana. Niedawno na emisję telenoweli pokusiła się TVP. Zapewne nie wiedziałabym dokładnie o co chodzi i dlaczego, gdyby nie fakt, że moja rodzina zaczęła ten serial oglądać i co jakiś czas sama na tę produkcję zerkałam. Dodatkowo coraz częściej w drodze na uczelnię słyszałam rozmowy o tejże produkcji (najbardziej urocze były dwie babcie, które sprawdzały w internecie czy rzeczywiście było tak jak w serialu i zaspojlerowały sobie nieszczęśliwie losy pewnej postaci). W wielkim skrócie opowiada ona o perypetiach Sulejmana Wspaniałego i jego ukochanej niewolnicy, a potem żony (ups spojler) Roksolany (vel. Aleksandry, Turkom znanej jako Hurrem). Serial bazuje na dość standardowym motywie „a’la księżniczka Sisi”. Młoda dziewczyna trafia na nieprzyjazny dwór, zakochuje się w niej władca, ich plany stara się pokrzyżować zła matka i całe otoczenie. Znana historia, a przecież te lubimy najbardziej. Z tym, że zazwyczaj główna bohaterka jest wątłą, pokorną istotą o gołębim sercu. Nie we „Wspaniałym Stuleciu”. Podobnie jak w „Grze o Tron” trudno wskazać na to, kto jest tu czarnym, a kto białym charakterem, przy czym, w przeciwieństwie do wszystkich produkcji HBO nie ma tu bardzo irytującego „szczucia cycem” i hektolitrów krwi. Chociaż mamy wiele par, wiele sypialni, wiele romansów, a o seksie nie tylko w celach prokreacyjnych, mówi się dość często to nie musimy oglądać postaci w negliżu, a twórcy oszczędzili nam scen w stylu HBOwego soft pornu, który osobiście bardzo mnie drażni i wykorzystywany jest bardzo często jako wabik na bardziej pryszczatą widownię. Niby HBO zależy na maksymalnym realizmie, jednak dla mnie to raczej chęć zarobku za wszelką cenę. A jak fabuła nie jest wystarczająco zajmująca, to trzeba czymś widza przyciągnąć przed ekran. Szczęśliwie we „Wspaniałym Stuleciu” szczucia cycem nie ma. W ogóle. Fabuła zaś broni się sama. W oryginalnej wersji odcinki trwają po półtorej godziny. To dość sporo i w europejskich formatach gdzie serial to około 45 minut wydaje się to bardzo nienaturalne, stąd TVP podzieliło ponad 100 odcinków telenoweli na pół. Jednak każdy z tych oryginalnych, długich odcinków jest na dobrą sprawę bardzo zajmujący i skomponowany w taki sposób, żeby natychmiast chciało się obejrzeć następny. Cliffhangery potrafią wywołać palpitacje serca, stąd musiałam przerzucić się na oglądanie w internecie po angielsku. Dzieje się sporo, bo choć „Wspaniałe Stulecie” stworzone zostało jako telenowela, to przypomina ono mój ukochany serial (jedyny jaki obejrzałam od początku do końca, bo ja seriali nie lubię) „Ja, Klaudiusz”. Wątki romantyczne nie są aż tak bardzo wyeksponowane i namolne jak ma to miejsce w telenowelach południowoamerykańskich. Mamy więc i bardzo wiele wątków politycznych, walki o władzę, intryg, wypraw przeciwko chrześcijanom i innych atrakcji, których nie brakuje w najpopularniejszych obecnie seriach zachodnich. I są one bardzo ciekawie poprowadzone, chociaż tak jak informuje nas plansza otwierająca każdy odcinek, wydarzenia i postaci niekiedy zostały dodane, bądź pozmieniane na potrzeby serialu. Swoją drogą obecność tego napisu jest czymś, co bardzo mocno pochwalam, a czego również brakuje mi w wielu produkcjach historycznych „na faktach”, które z faktami nie mają zbyt wiele wspólnego. Twórcy „Wspaniałego Stulecia”, mimo tego, że w wielu kwestiach dbają o historyczne szczegóły (biżuteria i kostiumy są wzorowane na tych, w jakich historyczne pierwowzory były portretowane), zastrzegli sobie prawo do pewnych wariacji. I jedną z nich jest choćby hiszpańska księżniczka Izabela Fortuna, postać stuprocentowo fikcyjna. Na szczęście, tak jak już wspominałam, widzowie, nawet ci mocno starsi, zaciekawieni produkcją sięgają po różne źródła historyczne w celu weryfikacji. Powiem szczerze, że do tej pory nie wierzyłam, że jakikolwiek film historyczny jest w stanie do takiej refleksji pobudzić. Zazwyczaj bowiem, jak w przypadku „Tudorów”, kończyło się na zbolałych jękach historyków i totalnej ignorancji widzów, którzy łykali serialową wizję jak młode pelikany. Jednak napis początkowy we „Wspaniałym Stuleciu” potrafi czynić cuda.
Choć są rzeczy, które mogą razić widza przyzwyczajonego do szybkiego tempa i spektakularnych efektów specjalnych, to jednak dzięki dobrze skonstruowanym postaciom, odpowiedniemu zbalansowaniu niespieszności i poczucia zagrożenia (są bowiem postaci fikcyjne, służące, których losy historyczne nie są spisane i ich przyszłość serialowa jest niewiadoma) zaskakująco dobrze „Wspaniałe Stulecie” się ogląda.
Wielkim plusem, którego bardzo brakuje mi w wielu produkcjach jest fakt, że występuje różnorodność języków. Karol V mówi po niemiecku, papież po włosku i łacinie, Sulejman po turecku, jeden z eunuchów od czasu do czasu posługuje się arabskim, księżniczka Izabela mówiła po hiszpańsku, a Hurrem zna rosyjski. I te języki słychać! Nie ma tak jak choćby w moim znienawidzonym Conspiracy, że Niemcy mówią krystaliczną angielszczyzną. Komuś jednak chciało się żeby ta językowa różnorodność wystąpiła. Podobnie rzecz ma się z wyglądem bohaterów. Wyobrażacie sobie w serialu jak „Gra o Tron” żeby któraś z głównych bohaterek była nieco przy kości? Nawet Brienne, która w książce była brzydulą, została na potrzeby produkcji telewizyjnej upiększona i gra ją była modelka wybiegowa. We „Wspaniałym Stuleciu” Hurrem, to rudowłosa piękność, która uznana byłaby w naszych standardach jako „plus size”. Nie tyle, że jest gruba, co dość potężna i nie wyobrażam sobie, żeby HBO, czy nawet rodzimy TVN dobrał aktorkę o takich kształtach do swojej produkcji. 

Co prawda sporo aktorek w tureckim serialu dość mocno kombinowało z medycyną estetyczną (Sułtanka Matka wygląda jak Benedict Cumberbatch), to jednak trzeba przyznać, że na ekranie widzimy różne twarze. Czego w serialach polskich mi brakuje, bo na moje oko wszystkie aktorki mają te samą twarz (zresztą słyszałam opowieści o tym, że z kwadratową szczęką do Warszawy na aktorstwo się nie trafi, bo odsyłają do chirurga plastycznego, serio) i ten sam rozmiar. To uderzyło mnie niejako najmocniej. Że w społeczeństwie, w którym kobiety nadal mają mniejsze prawa od mężczyzn, tworzy się serial, gdzie nie dość, że one decydują o wszystkim, to jeszcze naprawdę mogą wyglądać jak chcą, ubierać się w męskie ciuchy (ta postać niedługo zadebiutuje w polskiej wersji), czy być przy kości. I nadal są uznawane za piękne. Dlaczego nie można zrobić takiej produkcji u nas (pamiętacie „Królową Bonę”?)? Serialu nie tylko o bieganiu z karabinem i wielkiej miłości, czy życiu korpo Warszawy, ale o historii. O historii kobiet. Tematów jest pod dostatek, a koszty jak się okazuje nie są takie wielkie. „Wspaniałe stulecie” mające ponad 100 półtoragodzinnych odcinków kosztowało około 6 000 000 zł. 6 500 000 zł poszło na stworzenie polskiego serialu „Blondynka” (z tym że nie wiem czy na pierwsze 13 odcinków, czy na całość). Przy czym jak porównamy dwie produkcje, to ma się dziwne wrażenie, że w przypadku tej drugiej kasa poszła w błoto i żadną miarą nie wygląda ona tak dobrze jak „Wspaniałe stulecie” (nawet z tymi niezbyt wydarzonymi efektami specjalnymi w niektórych scenach). Niemniej, kto nie widział, niech da tureckiemu serialowi szansę i sam oceni.

28 comments:

  1. Wielki plus za ten wpis! :) Właśnie byłam u taty, którego rodzina bardzo wciągnęła się we "Wspaniałe stulecie", i mnie również zachęcili. Planuję obejrzeć kiedyś całość.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dzięki ;D
      Widzę, że kolejne rodziny przepadają jak przy Niewolnicy Izaurze :))

      Delete
  2. Może i Nebahat Çehre faktycznie nieco poszalała z medycyną estetyczną, ale ma ona 70 lat i mimo, że nie dałabym jej więcej jak 55, to w dalszym ciągu może ruszać twarzą i grać. A to rzadkie (patrz choćby Nicole Kidman). No i w dalszym ciągu jest podobna do siebie, czego nie można powiedzieć np. o Renee Zellweger.
    :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. To fakt :D byłam w szoku, bo twarz zrobiona, ale figura jak na 70-tkę niebywała ;)

      Delete
  3. O! To jest tureckie? Parę razy mignęło mi gdzieś na jedynce chyba...ale się nie zatrzymałam. Cóż. Trzeba nadrobić. Grę o tron przestałam oglądać w połowie drugiego sezonu właśnie przez to szczucie cycem (ileż można?).

    Turcja budzi we mnie ambiwalentne uczucia. Bardzo chciałabym odwiedzić. Z jednej strony bardzo ciekawa kraina, historia, ludzie podobno mili, gościnni (znam osoby mieszkające w Turcji), ale właśnie, polityka i niuanse społeczne...Nie znam zbyt wielu tureckich produkcji, a fakt, że jest serial, który jeszcze zrobił się taki popularny naprawdę mnie zadziwił hehe

    ReplyDelete
    Replies
    1. Tak, odcinki nowsze sa na jedynce, a drugie chyba na kulturze czy historii, do konca nie wiem. Moja rodzina oglada jedne po drugich ;)
      Grę o Tron tez z tego samego powodu porzucilam i to w tym samym momencie. Za duzo erotycznych fillerow, ktore na dobra sprawe kradna nam fabule i niczego nie wnosza. gdyby byly jakos uzasadnione jeszcze, ale nie, sluza jedynie watpliwej "atrakcji"

      Ta ich polityka jest dla mnie osobiscie nieznosna, w wielu wzgledach, przy czym zaprzeczanie ze bylo cos takiego jak ludobojstwo Ormian jest powodem nr 1 ale sa i inne wkurzajace w Turcji rzeczy, jak chocby bardzo silne nastroje nacjonalistyczne i podejscie do kobiet. Stad Wspaniale Stulecie mi sie podoba, bo czesto widac, ze w drobnych aspektach komentuje te wszystkie zgrozy tureckiej rzeczywistosci.

      Delete
  4. Dbałość o szczegóły jest w tym filmie godna podziwu, ale (na tym tle) bardzo razi jedno kardynalne niedociągnięcie: Aleksandra/Hurem pochodziła z należącej wówczas do Królestwa Polskiego Rusi Czerwonej. Rohatyn leży na południe od Lwowa. Była ona córką unickiego popa, a więc Rusinką (obecnie powiedzielibyśmy Ukrainką. Niestety w dialogach z Leonem ciągle słyszymy język rosyjski, a Rosjanie byli na Ukrainie raczej tylko przejezdnymi gośćmi i poza tym nie należeli do kościoła unickiego, a do cerkwi prawosławnej. Jedynym tekstem ukraińskim jest kołysanka towarzysząca wspomnieniom Alex (Aleksandry Lisowskiej ��). Poza tym Leon twierdził, że jest z Krymu (gdzie Lwów, gdzie Krym ��) To trochę tak, jakby pomylić j. polski ze Słoweńskim, ale im wybaczam, bo film ogląda się ciekawie ��

    ReplyDelete
    Replies
    1. O tego nie wychwyciłam, bo nie ogladałam aktywnie odcinków z Leonem (jedynie podsłuchiwałam wersję z lektorem, ktora ogladala moja mamuśka) i znam go głównie z nieszczęsnego notesu, który powraca w tym serialu co i rusz. Samo imię Leon trochę mi nie pasuje do tej postaci tak swoją drogą. Za to późniejsze odcinki miałam z angielskimi napisami i myślałam, że jak to w angielskim bywa nie wychwycono różnic pomiędzy Rosją a Rusią, co jest nagminne nawet w książkach anglojęzycznych o słowiańskich wierzeniach.

      Delete
    2. No tak, oni zadowalają się określeniem "ruthenian" i cześć. W jednym filmie jeden jankes tłumaczył drugiemu, że Gruzini, to tacy inni rosjanie... Z drugiej strony przeciętny Polak myśli, że Irlandczycy, Walijczycy i Szkoci to tacy inni angole, nie mając pojęcia, że to Celtowie i oprócz narzuconego języka germańskich Anglów, Sasów itp, używają wciąż swojego charkoczącego Gaeilighe i Cymraeg. Wielu myśli również, że Irańczycy i Turcy mówią po arabsku... Jak czasem spojrzę na internetowe komentarze, to mam wrażenie, że język i jego transkrypcja w ogóle ulega atrofii i wrócimy do piktogramów i pochrząkiwań :)

      Delete
    3. Jeszcze ruthenian to daj Bogini, ale dużo częściej jest właśnie nieszczęsne "russian" nawet w odniesieniu do języka polskiego... I gdyby to wlasnie byl film, czy powiesc w stylu zmierzchu (zachodnie wybrzeze brazyli ftw), to daloby sie to przelknac, natomiast w pracach naukowych... nope.

      Delete
    4. Tegom nie słyszał.....hm....trzeba żyć dalej...

      Delete
    5. dobry przyklad to Russian folk beliefs (bodajże mogłam nie do konca dobrze zapamietac tytul, bo ja sprzedalam)

      Delete
  5. Pomijając wszystkie plusy odróżniające ten serial od innych lubię go oglądać ze względu na naprawdę piękne stroje. Właściwie można by go zaliczyć do tzw filmów kostiumowych. Nie sądzę by twórcy mogli sobie pozwolić na prawdziwe atłasy itp, ale zarówno desenie jak i kroje są świetne. Piękne są zarówno męskie, jak i damskie szaty.Uważam, że okres nowożytny (XVI-XIX w.), to apogeum sztuki podkreślania piękna kobiecego ciała i kobiecości w ogóle. No, może wyjąwszy dworskie rokokowe ekstrema (taki pierwowzór filozofii botox) :) Oczywiście ładna i sympatyczna dziewczyna jest piękna nawet w upiętym worku po kartoflach, ale to np. XIX-wieczne "coś" (szyk, dyskretny urok, nienachalny sexapeal ?) wywołuje u mnie zawsze efekt "oczu kotka ze Shreka". Osobiście jestem modonieczuły - kupuję nowe spodnie, jak zniszczę stare, ale na ładnie ubrane kobiety lubię popatrzeć. A co ?

    ReplyDelete
    Replies
    1. Z tego co wiem, a mogę się mylić, ale, że swego czasu trochę się tym interesowałam, to tureckie tkaniny są bardzo tanie przy całkiem dobrej jakości, więc wcale nie muszą być oszukane. Kiedyś sprzedawałam tureckie tuniczki, bardzo strojne swoją drogą i były uszyte z dobrej jakości tkanin bez sztucznych domieszek.
      Mi też się podobają wcześniejsze stroje, a rokoko i w sztuce i w ubiorach to była absolutna tragedia.

      Delete
  6. Piękny serial, szkoda, że dopiero zaczęłam go oglądać na Historii. A z reguły nie oglądam seriali, ten jest jedyny.

    ReplyDelete
    Replies
    1. :D mam nadzieje, ze dalej ci sie tez bedzie podobac

      Delete
    2. Są wszystkie odcinki po polsku na Youtube. Też uzupełniłem luki :)

      Delete
    3. Ja sie troche zapuscilam w ogladaniu ale nadrabiam i juz sie dosc mocno liczba postaci uszczuplila xd

      Delete
    4. Osobiście nie cierpię komentarzowych Smerfów Marudów ("nie cierpię cierpieć"), ale dziś ulżę tej atawistycznnej jakże polskiej potrzebie wbicia szpileczki. Pojawiła się otóż niewolnica, która twierdzi, że jest Chorwatką z...Belgradu. No cóż, jest to możliwe, ale odnoszę wrażenie, że konsultant konsultuje się czasem w maglu, bo szkoda mu casu na bibliotekę :)

      Delete
    5. zauwazylam, ze wraz ze smiercia oryginalnej scenarzystki ppjawia sie coraz wieksza ilosc scen z serii wtf i niedociagnkec historycznych. postac firuze chocby, czy wtf scena sultanki matki z bialym koniem xdd i chirwaci z belgradu.

      Delete
  7. A z kim powinien skonsultować się tłumacz, który ze szwagra robi zięcia? Cały czas słychać, jak to Ibrahim został zięciem Sulejmana, żeniąc się z jego siostrą. Zięciem to on był dla Sułtanki Matki. I SZWAGREM sułtana.

    ReplyDelete
  8. A z kim powinien konsultować się tłumacz, który ze szwagra robi zięcia? Jak Ibrahim mógł zostać zięciem Sulejmana, skoro nie ożenił się z jego córką lecz siostrą? I turecka rzeczywistość tego nie zmieni.

    ReplyDelete
    Replies
    1. W angielskim tłumaczeniu nie ma tego problemu :D

      Delete
  9. "Bracia i siostry w prawie" :)

    ReplyDelete
  10. Bardzo ciekawy wpis! Również nie byłam przekonana do ,,Wspaniałego stulecia'', ale gdy zobaczyłam 1. odcinek, nie mogłam przestać oglądać tej świetnej produkcji. Mam nadzieję, że doczekamy się także ,,Sułtanki Kosem'' w Polsce. Zapraszam na mojego bloga, poświęconego ,,Wspaniałemu stuleciu''. Są na nim opisy odcinków oraz postaci, a także moich przeżyć i ocen na temat danego epizodu, bądź bohatera. :) ------> http://wszystkoows.blogspot.com/

    ReplyDelete
    Replies
    1. kurde a mi nie podeszla kosem na razie w ogole, zbyt przesłodzona imo

      Delete
  11. PRZECZYTAŁAM WPIS OD DECHY DO DECHY.....DOSKONAŁE!!! Całkowicie podzielam zdanie o tym serialu..Dawno nie widziałam tak dobrego...mocna wciąga !!! sama kupiłam książki i zainteresowałam się historią Turcji za czasów Osmanów, co Świadczy bardzo dobrze o serialu. świetny pomysł..gratuluję !!!!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dziękuję :D
      Serial fajny, do czasu, czwarty sezon dla mnie był niezjadliwy a i końcówka trzeciego wypadała blado (wątek firuze na początku trzeciego też, zupełnie niepotrzebny imo)

      Delete